*Następnego dnia*
Na początku w sumie śniły mi się koszmary, a potem ten sam sen co wczoraj:
" ...Obezwładniał, sprawiał, że kolana się pode mną ugięły i zaczęły dygotać. Ujął moją głowę, w swoje duże dłonie. Ja swoją ręką dotknęłam jego. Zaczął zbliżać do siebie nasze twarze. Oboje lekko przechyliliśmy głowy w bok i rozchyliliśmy usta. Już mieliśmy się pocałować, kiedy znowu zaczęło padać. Spojrzałam w górę, tym razem nie była to taka ulewa jak wtedy, tylko ciepły, letni deszcz. Zawsze marzyłam o tym, by odbyć pierwszy pocałunek w takich warunkach. Wykonaliśmy jeszcze raz te same czynności, tym razem nic już nam nie przeszkodziło. Trwaliśmy w namiętnym, aczkolwiek delikatnym pocałunku. Napawałam się tą chwilą. Nagle usłyszałam czyiś głos. Pomyślałam, że mi się jednak przesłyszało i postanowiłam nie przerywać tej cudownej czynności. Oderwaliśmy się od siebie. Złączył nasze ręce i ruszyliśmy prosto, przez środek drogi. " Obudziłam się, ale jeszcze nie otworzyłam oczu. Poczułam, że coś leży na mojej talii, ale nie chciało mi się ruszyć nawet ręką, by sprawdzić, co to. W końcu pomyślałam sobie, że kiedyś i tak będę musiała wstać, więc czemu by nie zrobić tego teraz. Leniwie się przeciągnęłam i otworzyłam oczy. Chciałam się położyć na plecy, ale to coś mnie zablokowało. Spojrzałam na moją "blokadę" i ku mojemu zdziwieniu był to obejmujący mnie w pasie Niall. " Wygląda słodko, kiedy śpi..." pomyślałam, poza tym to bardzo miłe uczucie być opatulonym, przez silne, ciepłe, męskie ramiona. Odwróciłam się twarzą do niego i wtuliłam się w jego nagi tors, który swoją drogą był dobrze wyrzeźbiony. Zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, że ta ręka blondyna, która leżała na mojej talii podnosi się, a chwilę później tą samą dłonią odgarniał mi włosy z twarzy. W tym momencie się uśmiechnęłam i otworzyłam oczy.
- Witam śpiącą królewnę.- uśmiechnął się.
- Bon jour monsieur.- ponownie wyszczerzyłam ząbki.
- To na co masz dziś ochotę.- zapytał.
- Hmmm... A więc tak. Zacznijmy od tego, że chcę, abyście mnie wypuścili, odwieźli do domu całą i zdrową i nie zmuszali przy tym moich rodziców do odkupu, co ty na to?- spytałam.
- Ehhh... Wiesz, że tego nie mogę zrobić... Pytałem na co masz ochotę na śniadanie.- zadał pytanie.
- Zawsze warto spróbować... Na śniadanie... To w takim razie niech będzie... Wiem! Chcę naleśniki z syropem klonowym, ale pamiętaj żadnego nabiału.- aż mi oczy zabłysły, gdy wpadłam na ten pomysł.
- Da się zrobić. Wrócę za dwadzieścia minut.- posłał mi uśmiech i wyszedł.
- Pysznie.- powiedziałam sama do siebie zamykając oczy i wyobrażając sobie danie. Nagle usłyszałam stukanie. Podeszłam do zasuwki i ją odsunęłam.
- Hej. Jak tam, wyspana?- spytała Erin.
- Tak, a ty?- odpowiedziałam
- Też, nie wiem jak ty, ale jak dla mnie to oni są bardzo niedoświadczeni, a przynajmniej ten blondyn, który był u ciebie.- odparła.
- On jest nowy, ale brał już udział w kilku porwaniach.- oznajmiłam.
- A więc to tak... Z kolei ten cały Harry, nie dość, że nieodpowiedzialny, to jeszcze arogancki, bezczelny i bardzo napalony...- przygryzła wargę
- Podoba ci się.- zauważyłam.
- Eee... Wcale, że nie! Po prostu... nic. Nie podoba mi się i tyle.- odpowiedziała bardzo pewna siebie.
- Tylko winny się tłumaczy...- powiedziałam z triumfem w głosie i puściłam jej oczko.
- Ehh... To nie prawda... Dobra. Słuchaj, mam pomysł jak stąd uciec.- odparła szeptem.
- Nie teraz... Słyszę kroki.- zasunęłam klapę i rzuciłam się na łóżko i wzięłam w ręce książkę, jakby nigdy nic.
- Co czytasz?- spytał wchodzący do pokoju Niall.
- Emm... Ciekawą książkę.- skłamałam, a blondyn do mnie podszedł.
- Do góry nogami?- zdziwił się.
- Czasami... Czasami lubię poczytać do góry nogami, bo... Czekaj, czekaj... Czy ja czuję naleśniki?- zapytałam.
- A i owszem.- ulżyło mi, gdy to powiedział, bo ja nie zbyt potrafię kłamać. Podał mi talerz i osobno syrop klonowy. Polałam naleśniki i wzięłam pierwszego gryza.
- Pycha. Są genialne.- powiedziałam z zachwytem.
- Naprawdę?- złapał się za kark.
- Jasne!- odparłam.- Ej, a może zjesz ze mną co? Sama nie dam rady.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Ja nie wiem... To twoje śniadanie...- odpowiedział wahając się.
- Niall nie daj się prosić.- zrobiłam oczy kotka ze shrek'a.
- No... Dobra... Niech ci będzie.- powiedział i usiadł obok mnie. Po zjedzonym śniadaniu Niall wyszedł, a ja ubrałam się i odsunęłam zasuwkę.
- Więc tak. Drzwi otwierają się na zamek elektryczny. W obu pokojach kod jest taki sam, bo widziałam jak do ciebie wchodził blondyn, to wystukiwał to samo co Harry. Dzięki naszemu wyposażeniu możemy podłączyć się do ich sieci i odblokować zamki. Na korytarzu są kamery, które nie widzą całej ściany, na której są drzwi. Uda nam się uciec tylko mocno do niej przylegając. Potem oprócz płotu nie ma już żadnych zabezpieczeń. Jeśli nam się uda, to możemy to zrobić nawet dziś w nocy. Potrafisz przechodzić przez płot?- spytała, a ja skinęłam głową na tak.- To świetnie. O pierwszej trzydzieści zaczynamy akcję.- wytłumaczyła mi wszystko. Poszłam się zdrzemnąć, by w nocy być wypoczętą.
***
Spojrzałam na zegarek. Była 01.15. Stuknęłam cicho trzy razy w płytkę, a ona prawie natychmiastowo się odsunęła.
- Jestem gotowa. Możemy zacząć już teraz.- powiedziała Nathalie.
- Ok. To zaczynamy.- odparłam.
Podeszłam do cienkiej metalowej klapki przy drzwiach. Delikatnie podważyłam ją scyzorykiem, który dostałam kiedyś od taty. Oderwałam klapkę i podłączyłam jeden z kabli do komputera. Szybko udało mi się odblokować system. Po chwili byłam już poza pokojem. Odblokowałam drzwi księżniczki i uciekłyśmy przez boczne wyjście, którymi wprowadził mnie tu Harry. Zaczęłyśmy biec jak tylko najszybciej się da, bo zobaczyłyśmy zapalające się światło. Po jakimś czasie byłyśmy już bardzo daleko. Nagle otoczyło nas kilku ubranych w moro mężczyzn.
- Erin?- zapytał jeden z nich, a po głosie poznałam, że to Nathan.
- Nathan?- spytałam i rzuciłam się na brata.
- Kim jest twoja koleżanka? Niezła z niej dupa.- zapytał mnie szeptem.
- To Nathalie Windsor.- odparłam.
- Znalazłaś księżniczkę?!- zadał pytanie prawie krzycząc.
- Cicho bądź! Prawdopodobne jest to, że szukają nas porywacze, więc lepiej chodźmy szybko do siedziby.- powiedziałam głośnym szeptem.
Znów zaczęliśmy biec. Po kilkunastu sekundach byliśmy już w ciepłej bazie. Powitałam wszystkich i weszłam do swojego biura.
- Tak w ogóle to czym się zajmujesz Erin?- spytała Nathalie, gdy weszła za mną.
- Jestem dowódcą młodszej i mniej zdolnej grupy CIA, którą szkolę.- odparłam.
- Dużo ci za to płacą?- spytała.
- Około pięciu tysięcy miesięcznie, a jeśli uda mi się poprowadzić jakąś dobrą akcję, to czasem dostaję nawet dziesięć tysięcy. Dzięki tobie dostanę prawdopodobnie jeszcze więcej.- uśmiechnęłam się do niej.
- Czyli za odnalezienie mnie dostaniesz podwyżkę, albo premię?- zadała pytanie.
- Wolałabym podwyżkę, ale większa premia też nie zaszkodzi. W końcu narażałam życie i możliwość zostania uwięzionej, by ratować samą księżniczkę. A to wszystko, dzięki nieodpowiedzialności Harry'ego.- odparłam sprzątając z biurka.
- Czyli moje porwanie przyczyniło się do tego, że ty zdobędziesz nagrodę?- zapytała.
- Mniej więcej. A czemu tak wypytujesz?- spytałam.
- A tak z ciekawości.- posłała mi uśmiech.- A dlaczego akurat ty mnie uwolniłaś, a nie na przykład ten Nathan, z którym się przed chwilą witałaś?
- Ehhh... To nie jest takie proste, poza tym to dość długa historia...- odparłam z westchnieniem.
- Chętnie posłucham, mamy całą noc.- wyszczerzyła ząbki.
- Nie, nie mamy. Musisz się wyspać, bo jutro odwożę cię do twojego pałacu i znowu będziesz rządzić i robić te wszystkie księżniczkowe rzeczy, które robią księżniczki.- odparłam chłodniejszym tonem.
- No dobrze... To gdzie mam spać?- spytała smutnym głosem i złapała prawą dłonią lewe przedramię.
- Chodź, zaprowadzę cię.- odparłam i wyszłam z gabinetu, a ona ruszyła za mną.
Weszłam do pokoju, w którym na co dzień spałam ja z Nathan'em. Było tam jedno łóżko dwuosobowe i jedno pojedyncze. Wskazałam jej podwójne łóżko. Usiadła na nim i spojrzała w podłogę. Dałam jej dresy i koszulkę. Rzuciłam krótkie ''dobranoc'' i wyszłam.
***
*Kilka godzin później*
- Jak to kurwa uciekły?!- krzyknął Harry.
- No po prostu... Nie ma ich...- odparłem cicho.
- Jakim cudem?!- tym razem dało się słyszeć podniesiony głos Louisa.
- Nie jestem wróżką, nie mogę wiedzieć wszystkiego!- powiedziałem głośno i stanowczo.- Poza tym to nie była moja warta tylko Zayn'a.- dodałem.
- Więc Zayn jakie masz alibi?- spytał Liam.
- Wyszedłem zapalić, nie wiedziałem, że akurat w tym momencie uciekną...- podrapał się po głowie.
- Ok. Każdemu się zdarza... Najgorsze jest to, że mogą nas wydać...- powiedziałem trochę ciszej niż inni.
- Wiecie co...? Skoro mamy tak późną godzinę...- Harry z tajemniczym spojrzeniem potarł ręce.
- Nie. Chłopaki... Ja się wycofuje z branży... To nie dla mnie... Nie nadaję się do tego...-mruknąłem.
- Co proszę?!- krzyknęli wszyscy na raz.
- Nie bójcie się... Nie wydam was. Wszystkie możliwe kontakty z wami zostawię tu. Sorry, ale ja tego nie wytrzymam psychicznie.- wyjaśniłem i wyszedłem lekko trzaskając drzwiami.
Szedłem przez ciemny las w stronę ulicy. Po chwili byłem już na drodze i kierowałem się w stronę Londynu. Na niebie zaczęły się pojawiać pierwsze promienie jesiennego słońca. Byłem strasznie zmęczony, bo przez kilkanaście godzin nie spałem. Usłyszałem nadjeżdżający samochód. Odwróciłem się i pomachałem ręką w geście ''podwieź mnie". Samochód stanął. W środku siedzieli starsza kobieta i mężczyzna. Facet wysiadł i kiwnął głową, żebym wsiadał. Zapytał tylko dokąd jadę i więcej się już nie odzywał. Oglądałem krajobrazy za oknem i w pewnym momencie zauważyłam idącą po drodze dziewczynę. Poprosiłem, żeby się zatrzymali. Wysiadłem, a oni pojechali dalej. Podszedłem do niej. Po chwili poznałem, że to Nathalie.
- Gdzie idziesz?- spytałem wyrównując z nią krok.
- Do Londynu, a ty?- spojrzała na mnie.
- Też. Wiesz, że to jeszcze piętnaście kilometrów?- powiedziałem.
- Tak wiem. Lubię chodzić, więc mi to nie przeszkadza. Jeśli chcesz mnie jeszcze raz porwać, to się nie krępuj i tak teraz dużo nie zdziałam, bo jestem mega niewyspana...- odparła.
- Nie zamierzam cię porywać. Skończyłem z tym i odszedłem z branży.- wyjaśniłem.
- Naprawdę?- zdziwiona spojrzała na mnie.
- Na sto procent.- odpowiedziałem.
- Co teraz zamierzasz?- zapytała.
- Zamierzam zgłosić się na komisariat, bo mnie dręczy poczucie winy.- wzruszyłem ramionami jakby nigdy nic.
- Jesteś inny niż tamta czwórka... Dlaczego?- spytała.
- Sam nie wiem, mam po prostu inny charakter i więżenie ludzi to nie w moim stylu, dlatego postanowiłem odpokutować moje złe czyny.- wyjaśniłem.
- Wow... W życiu bym nie powiedziała, że któryś z was sam od siebie pójdzie do więzienia...- powiedziała i zadrżała.
- Zimno ci?- spytałem.
- Tak trochę, ale to nic dam sobie radę.- odpowiedziała i założyła włosy za ucho.
- Nie pozwolę ci marznąć. Masz.- powiedziałem i podałem jej swoją bluzę.
- Nie wezmę jej, bo tobie będzie zimno.- odparła i lekko odepchnęła ciuch od siebie.
- Nawet jeśli mi będzie zimno, a sądzę, że nie będzie, nie mogę pozwolić, by dziewczyna marzła. Czy biedna, czy bogata, czy brzydka, czy ładna, czy miła, czy wredna, nie pozwolę, by jakakolwiek kobieta w moim towarzystwie marzła.- oznajmiłem stanowczo i ponownie podałem jej bluzę.
- No dobrze, ale jak tobie się zrobi zimno, to ci ją oddam.- mruknęła.
Szliśmy w ciszy ramie w ramię. Podobało mi się to. Zrobiliśmy sobie mały postój. Zjedliśmy po kanapce, które Nathalie miała w plecaku. Potem ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem, że ona znów zatrzęsła się z zimna. Mi z kolei było dość ciepło. Nie wiedziałem co zrobić, żeby mniej marzła. Objąłem ją delikatnie ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
- Cieplej?- spytałem.
- Mhm.- przytaknęła i ziewnęła.
- Jesteś bardzo zmęczona...- powiedziałem i wziąłem ją na ręce, mimo że sam byłem zmęczony, ale to dla mnie nie był kłopot, bo ona jest wręcz lekka jak piórko.
- Niall puść mnie. Mogę iść sama... Poza tym nie chcę żebyś się męczył niosąc taki ciężar jakim jestem ja...- powiedziała i zeszła.
- Ty ciężarem? Po pierwsze jesteś strasznie leciutka, a po drugie nie mogę pozwolić na to, by sama księżniczka się męczyła... Chociaż wejdź na barana.- poprosiłem.
- Ale to tak nie fajnie... No bo ty oddajesz mi bluzę i jeszcze chcesz mnie dźwigać... Nie, dam radę iść sama...- oznajmiła.
- Nalegam.- powiedziałem.
- Nie... Nie przemęczaj się i chodź.- odparła, zrobiła krok i upadła.- Auć...
- Co się stało?- zapytałem z lekkim strachem, że mogła sobie coś zrobić.
- Nic, po prostu krzywo stanęłam...- odpowiedziała i wstała z moją pomocą- Noga mnie trochę boli, ale jest Ok.- dodała.
- Dasz radę iść?- spytałem.
- Jasne.- odparła i ruszyła mocno utykając.
- O nie, tak dobrze nie ma. Zbyt mocno utykasz.- powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
- Ale ja dam sobie radę, nie musisz mnie nosić...- odpowiedziała.
- Nie, będę cię nosił, dopóki nie dojdziemy do jakiegoś szpitala i nie sprawdzą co z twoją nogą.- oznajmiłem stanowczo.
- Ehhh... W takim razie jestem ci winna przysługę.- odparła i założyła ręce na mojej szyi.
Pocałowała mnie w policzek, a ja się zarumieniłem, co mogłem wywnioskować z tego, że pieką mnie policzki i z jej chichotu. Po chwili księżniczka już smacznie spała na moich rękach. '' Wygląda słodko, gdy śpi...'' pomyślałem i dalej maszerowałem.
* Dwie godziny później *
Doszedłem właśnie do jakiegoś Londyńskiego szpitala. Wszedłem do środka. Korytarze świeciły pustkami, tylko w recepcji stała pani, która zapisywała coś w komputerze.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła i spojrzała na mnie, a potem na śpiącą Nathalie.- Co z nią?
- Chyba skręciła kostkę.- odparłem.
- Aha... To obudź ją i usiądźcie sobie tam, a ja zaraz wyślę lekarza. Tylko jeszcze zapytam o imię i nazwisko twoje i twojej dziewczyny.- powiedziała.
- Ja to Niall Horan, a ona to Nathalie Windsor.- odparłem.
- Jej wysokość Księżniczka Nathalie Windsor?- spytała ze zdziwieniem.
- Tak, to właśnie ona.- odpowiedziałem.
- To wielki zaszczyt gościć tu samą księżniczkę, ale mniejsza o to. Usiądźcie i zaczekajcie moment.- powiedziała.
Odszedłem od recepcji i usiadłem na plastikowym krzesełku. Próbowałem delikatnie obudzić Nathalie i w końcu mi się udało. Poza tym spodobało mi się, że recepcjonistka pomyślała, że jesteśmy parą. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dziewczyna się przeciągnęła i ziewnęła. Spojrzała na mnie i jej kąciki ust też się uniosły.
- Jak długo spałam?- spytała.
- Tak z dwie i pół godziny...- zamyśliłem się.
- I ty mnie aż tyle taszczyłeś, bez odpoczynku?!- prawie krzyknęła.
- Nie no zrobiłem sobie dwie czy trzy przerwy...- odparłem.
- Tak mało? I przez cały czas mnie niosłeś?- spytała.
- No tak, a co miałem cię zostawić na drodze? Po pierwsze to nie leży w mojej naturze, po drugie to nie był problem, by cię tu przynieść, a po trzecie i najważniejsze polubiłem cię, a jak się kogoś lubi, to się go nie zostawia na pastwę losu prawda?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Hm... Słodki jesteś, wiesz?- powiedziała z uśmiechem i ugodziła mnie pocałunkiem w policzek, a ja prawie natychmiast się zarumieniłem.
- Nikt mi nigdy tego nie powiedział...- odparłem lekko speszony.
- Jej wysokość Nathalie Windsor?- spytał lekarz, który stanął nad nami.
- Wystarczy Nathalie.- posłała doktorowi lekki uśmiech.
- To zaszczyt gościć panią w naszym szpitalu. Zapraszam na salę.- powiedział.
- Chodź, pomogę ci.- zaproponowałem i znów wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali.
- Dzięki, nie musiałeś...- mruknęła.
- Ale chciałem.- wyjaśniłem i uśmiechnąłem się do niej.
- Dzięki.- odwzajemniła lekko mój uśmiech.
- To zaszczyt nosić cię na rękach.- zaśmiała się.
- Spoko.- odparła i z moją pomocą usiadła na łóżku operacyjnym.
- A więc, co się stało panno Nathalie?- spytał lekarz.
- Wygląda na to, że skręciłam kostkę.- powiedziała.
- Czy mogę ją obejrzeć?- zapytał lekarz.
- Jasne... Auć...- syknęła z bólu ściągając but.
- Poważna sprawa... Musimy pannę przenieść na rentgen.- odparł, a ja po raz kolejny dzisiaj wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali rentgenowskiej. Lekarz zrobił kilka zdjęć i powróciliśmy na poprzednią salę.
- I co z moją nogą?- spytała grzecznie.
- Skręcenie drugiego stopnia.- odparł doktor przyglądając się zdjęciu.
- To znaczy?- zadała pytanie.
- Dochodzi do częściowego rozerwania więzadeł. Charakteryzuje się umiarkowanym wylewem krwawym, obrzękiem, tkliwością uciskową, bólem przy ruchach stawem, utratą funkcji oraz nieznaczną wiotkością.- odpowiedział bezinteresownie.
- Czyli?- nie zrozumiała wypowiedzi uczonego, ale ja wiedziałem o co chodzi.
- To znaczy, że przez jakiś czas, dopóki się nie polepszy będziesz musiała nosić tylko płaskie buty i chodzić o kulach.- wyjaśniłem.
- Aha. Da się zrobić.- powiedziała.
- W takim razie założę pannie opatrunek i będzie mogła pani wrócić do domu.- jak powiedział, tak zrobił.
Gdy już wszystko było gotowe Nathalie dostała kule, wypis i mogła wyjść ze szpitala. Pomogłem jej opanować sztukę chodzenia o kulach. Zadzwoniłem po taksówkę. Po dziesięciu minutach przyjechał żółty pojazd. Pomogłem dziewczynie wejść do środka. Podała kierowcy adres, który ma jechać. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Zauważyłem, że niedaleko jest komisariat policji. Pomogłem jej wyjść co sam też zrobiłem. Odprowadziłem ją do drzwi. Gdy zniknęła we wnętrzu ogromnego pałacu ruszyłem na przeciwną stronę ulicy, by pójść na policję. Na miejscu zastałem kilku policjantów. Podszedłem do lady, za którą siedziała nieco otyła sekretarka.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła nieco zbita z tropu. Najwyraźniej rzadko ktoś się do niej odzywa.
- Do kogo mam pójść, aby zgłosić się na policję?- spytałem.
- Sam siebie...? Mniejsza o to... Przez korytarz, drugie drzwi po prawej.- powiedziała i wróciła do swojej pracy. Ruszyłem w danym kierunku, zapukałem trzy razy, usłyszałem stłumione "proszę" i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.- powiedziałem.
- Dzień dobry.- odpowiedział komendant z papierosem w kąciku ust.
- Chciałem zgłosić się na policję.- powiedziałem.
- Tak? A co takiego zrobiłeś?- zapytał zaciekawiony.
- Jestem jednym z porywaczy księżniczki.- odparłem ze stoickim spokojem.
- I przychodzisz tu tak po prostu, spokojnie, jakby nic ci nie groziło?- zastanowił się.
- Tak. Reszta puściła mnie wolno, bo obiecałem, że zerwę z nimi wszystkie kontakty i ich nie wydam na policji. Nie łamię danych obietnic. A sam przyszedłem się zgłosić, ponieważ zrozumiałem, że to nie jest zawód dla mnie, niepotrzebnie się w to wszystko pakowałem i teraz sumienie mi nie daje spokoju, więc przyszedłem odpokutować swoje złe uczynki w więzieniu.- powiedziałem nadal zachowując spokój, bo nie miałem powodu, by odczuwać jakiekolwiek emocje, które by mi ten spokój zakłóciły.
- W takim razie chodź za mną.- powiedział komendant i ruszył do drzwi umieszczonych naprzeciwko jego gabinetu. Była to sala przesłuchań. Zasiadł na dużym kręconym fotelu i skinieniem kazał mi usiąść na wprost niego.- Więc ilu was jest?- spytał
- Chciał pan chyba zapytać ile nas było... Teraz ja jestem sam a ich została czwórka.- odparłem.
- W ilu porwaniach brałeś udział?- zapytał.
- W pięciu.- odpowiedziałem.
- Kim były ofiary?- kolejne pytanie z jego strony.
- Mniej znane w Anglii osobistości takie jak Margaret, polska piosenkarka, mało kto u nas o niej mówi. Porwanie księżniczki nazwałem Wielkim Skokiem i to był jedyny taki skok w moim życiu. Już nigdy więcej nie zamierzam schodzić pod żadnym pozorem na ścieżkę przestępstwa.- opowiedziałem.
- Co się działo potem?- spytał.
- Dzisiaj w nocy postanowiłem, że odchodzę i idę odsiedzieć swoją karę. Idąc do Londynu ponownie spotkałem Nathalie Windsor, która zmarznięta i zmęczona szła drogą. Potem potknęła się i skręciła kostkę, przez dwie i pół godziny szedłem z nią na rękach w stronę Londynu. Byłem razem z nią w szpitalu, gdzie założyli jej opatrunek na nogę. Później zamówiłem taksówkę i odprowadziłem ją do domu, a następnie przechodząc przez ulicę dotarłem tutaj.- powiedziałem.
- Ciekawa historia. Czy gdybym teraz zadzwonił do księżniczki potwierdziłaby ona twoją wersję wydarzeń?- zapytał.
- Jestem w stu procentach pewny, że jej wersja zdarzeń brzmiałaby podobnie. Jeśli mi pan nie wierzy proszę do niej zadzwonić, ja nie mam nic więcej do ukrycia.- odparłem.
- No dobrze. W takim razie jeszcze dwie bardzo istotne rzeczy, a mianowicie jak się nazywasz i ile masz lat?- zadał pytanie.
- Jestem Niall Horan i mam 20 lat.- odpowiedziałem.
- Widzę w twoich oczach, że mówisz prawdę. Posiedzisz więc w więzieniu tylko cztery lata, a nie dziesięć, jak przewiduje twój wyrok. Za tydzień odbędzie się rozprawa w pałacu. Wtedy ostatecznie zostaniesz aresztowany.- wyjaśnił.
- A co się ze mną stanie przez ten tydzień?- zapytałem.
- Zostaniesz umieszczony w więzieniu tymczasowym.- odparł komendant.
- Dobrze. W takim razie proszę mnie tam zaprowadzić, bo i tak nie mam co ze sobą zrobić.- poprosiłem.
Policjant zaprowadził mnie do niezbyt zaludnionego, tymczasowego więzienia. Przydzielili mi wolną celę:
Oto jej wygląd. Niezbyt przytulnie, ale to w końcu więzienie. Przynieśli mi poduszkę, koc, mydło i tak dalej. Pościeliłem swoje łóżko i położyłem się na nim, by się chociaż chwilę przespać, bo wczorajszym i dzisiejszym dniu.
* 6 dni później *
To już jutro. Nie mam pojęcia, jak mam się ubrać. Nie wiem, kto tam będzie i jeszcze ta moja boląca kostka. Jedno jest pewne. To ja muszę zdecydować ile Niall będzie siedział w więzieniu. Nie jestem przygotowana na to wydarzenie. Ani psychicznie, ani fizycznie. Podjęłam już decyzję i zdania pod żadnym, choćby najgorszym względem nie zmienię. Poszłam do swojej garderoby, by wybrać odpowiedni strój. Jutro to ja zasiądę na tronie, to ja zadecyduję o losie tego chłopaka, to ja muszę wyglądać poważnie, dziewczęco, a jednak nie mogę wyglądać ani wyzywająco, ani zbyt kolorowo, ani zbyt staro. Przede wszystkim muszę wybrać coś co spełnia te wszystkie normy i muszę się w tym podobać Niall'owi. Uśmiechnęłam się na samą myśl o Blondynie. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Zaczęłam przeszukiwać moją garderobę oczami wyobraźni. Czego jeszcze nie miałam na sobie, co się nie nadaje, co już wyszło z mody. Nie mogłam znaleźć żadnego odpowiedniego stroju na tę okazję. To oznacza, że najwyższy czas udać się na shopping. Każda komórka mojego ciała zaczęła się niemiłosiernie radować. Uwielbiam zakupy. Potem pomyślę o makijażu i fryzurze. Teraz liczy się sukienka i buty do niej. Poprosiłam mojego szofera, aby zawiózł mnie na Bond Street. Odszukałam wzrokiem mój ulubiony sklep i ruszyłam do niego najszybciej jak tylko mogłam sobie na to pozwolić. Weszłam do środka i od razu otulił mnie znajomy świeży, truskawkowy sapach. Rozglądałam się po sklepie nie mogąc znaleźć niczego odpowiedniego na to wydarzenie. Po długim wchodzeniu po schodach dotarłam wreszcie na drugie piętro. Był to mój ulubiony dział w tym sklepie, ponieważ były tam sukienki. Gdy stanęłam na środku korytarza pierwsze co mi się rzuciło w oczy to najśliczniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek widziałam. W życiu żadne ubranie nie spodobało mi się tak bardzo jak ta sukienka. Postanowiłam, że to właśnie ją jutro włożę. Znalazłam mój rozmiar co nie było trudnym wyczynem, bo w tym sklepie jest mnóstwo ''xs''. Przymierzyłam. Pasowała jak ulał. Nie wahałam się więc i kupiłam ją. Poszłam jeszcze naprzeciwko po jakieś buty. Kupiłam (moim zdaniem) słodkie buciki i wstąpiłam jeszcze do Gucci'ego po torebkę. Kupiłam kopertówkę, która będzie ładnie kontrastować z resztą teraz czas na biżuterię. Po zrobieniu zakupów udałam się do Starbucks'a. Zamówiłam sobie czekoladowego muffinka i latte. Gdy już się pożywiłam wróciłam do domu, by dobrać fryzurę i makijaż do reszty stroju.
* Następnego dnia *
Strasznie się stresuję, a co dopiero Niall... Ten to ma przechlapane. Jednak ja się cieszę z mojej decyzji. Nie będę musiała mieć potem wyrzutów sumienia, ani nic takiego. Ostatnie poprawki przed lustrem i byłam gotowa do ''walki''.
Chciałam jak najszybciej mieć to za sobą. Wybiła godzina 12.00, a to znaczy, że za pół godziny mam pozbawić Niall'a wolności, albo wręcz przeciwnie dać mu królewskie ułaskawienie. Jak już kilka razy wspomniałam podjęłam decyzję i nie zmienię zdania. Utykając ruszyłam do sali tronowej, gdzie miałam osądzić Blondyna. Gdy wreszcie doszłam była 12.15, wszyscy się dopiero zbierali. Usiadłam na tronie, a dębowe krzesła zaczęły powoli zapełniać się ludźmi. Jedno siedzenie stojące zupełnie na środku naprzeciwko mnie było przeznaczone dla oskarżonego, czyli w tym przypadku Niall'a. Wkrótce zjawił się i on. Gdy wszystkie miejsca zostały już zajęte i nastała zupełna cisza wstałam.
- Witam wszystkich.- powiedziałam i jak na komendę wszyscy stanęli na baczność, a potem się ukłonili i z powrotem usiedli.- Zebraliśmy się tu dzisiaj w sprawie osądzenia tego człowieka.- mówiąc to wskazałam na Blondyna- Jak pewnie już wiecie ten młody człowiek kilka razy źle postąpił w życiu nieumyślnie, więc za to go nie możemy winić... Ale... Nie jest tak, że osądzę tego ów mężczyznę za nic. Pan Niall Horan zszedł na drogę przestępczą z czego niedawno zrezygnował twierdząc, że chce w więzieniu odpokutować swoje złe czyny i znów być dobrym człowiekiem. Jak wiecie jestem bardzo konsekwentną osobą i nie zostawiam nie rozwiązanej sprawy. Tak więc przejdźmy do rzeczy. Niall Horan przez pewien okres w jego życiu był przestępcą i wziął udział w pięciu porwaniach z czego jak sam twierdzi tylko jedno było ''Wielkim Skokiem''. ''Wielki Skok'' był porwaniem waszej księżniczki, czyli mnie. - powiedziałam a wszyscy spojrzeli na niego z wyrzutem.- Spokój. Chciałam was poinformować iż nie był to jego pomysł, aczkolwiek przyczynił się do jego zrealizowania. Nie chcę, aby pomyślano, że stoję po jego stronie, bo staram się z całych sił być graczem neutralnym. Mimo że Niall Horan porwał łącznie ze mną pięć osób... Ale traktował mnie i tamte osoby nie jak worki na śmieci, a jak osoby z wytwornych i zamożnych rodzin nie wliczając braku możliwości wyjścia na świeże powietrze. Wiem, że ów mężczyzna jest dobrym człowiekiem i wcale nie potrzebuje odpokutowywania w więziennej celi. Mimo tego, że uczestniczył w porwaniu pięciu osób chcę mu podarować połowę mojego królewskiego ułaskawienia.- oświadczyłam, a po sali rozległ się pomruk zdziwienia i za razem zachwytu.
- Co to znaczy?- spytał Blondyn.
- To znaczy, że nie musisz odsiadywać kary w więzieniu, ale będziesz ją odsiadywał tu, w pałacu. Gdybym podarowała ci całe ułaskawienie mógłbyś odejść wolno, ale jak już wspomniałam jestem konsekwentną osobą i oto są konsekwencję twojego zachowania. Przez sześć lat będziesz mieszkał w tym pałacu razem ze mną, moją rodziną i całą służbą. Pewnie wydaje ci się, że twoje życie jest piękne, ale jest jedna zasada. Nie wszystko będzie dla ciebie legalne. Jeśli złamiesz kodeks zostaniesz wysłany do więzienia i zostaniesz tam przez cały wyrok, czyli dziesięć lat. Więc pilnuj się zasad. Ogłaszam, że posiedzenie w sprawie osądzenia Niall'a Horan'a o przestępstwa, które popełnił zostało zakończone. Można się rozejść.- powiedziałam i w sali nastąpił nagły rozruch.- Chodź za mną, oprowadzę cię po pałacu i omówimy kodeks.- wyjaśniłam i z dumą utykając ruszyłam do drzwi.
- Może lepiej nie. Nie pozwolę ci narażać stanu twojej kostki na byle oprowadzenie mnie po pałacu. Pokaż mi lepiej gdzie jest twój pokój. Pójdziemy do niego i wytłumaczysz mi kodeks.- odparł stanowczo.
- Dobrze.- powiedziałam i ruszyłam przez korytarz do pokoju, a Niall cały czas dotrzymywał mi kroku. Weszliśmy do mojego świata. Gdy zamknęłam drzwi, od razu przytuliłam się do Blondyna.- Stęskniłam się za tobą, wiesz?- mruknęłam słodko, a on przez chwilę stał zaskoczony.
- Ja za tobą też księżniczko.- uśmiechnął się i też mnie objął. Oderwałam się od niego i położyłam się na łóżku klepiąc obok siebie miejsce, aby dać znać chłopakowi, by położył się obok mnie.
- Gdybyś zachowywał się tak jak Zayn, Louis, czy Harry zostawiłabym cię w więzieniu. Gdybyś był Liam'em do dałabym ci pół łaskę. A że jesteś Niall'em to chciałam dać ci całą łaskę, ale ludzie uznaliby to za niestosowne i niedojrzałe, więc rozumiesz... A jeśli daję pół łaskę to jest obowiązek, że ludzie ułaskawieni muszą być przez co najmniej sześć lat w pałacu, bez niektórych legalizmów. Przepraszam cię, ale to nie ja ustalałam te zasady, tylko mój pradziadek. Jestem głupia mogłam ci dać na przykład miesiąc więzienia. Byłbyś o wiele szczęśliwszy... Ale ze mnie idiotka...- powiedziałam i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
- Nic nie szkodzi. Nie płacz. To nie twoja wina. Chciałaś dla mnie lepiej i nie miałaś czasu na podjęcie decyzji, poza tym perspektywa mieszkania z tobą przez sześć lat pod jednym dachem wcale nie jest zła. To jest znacznie lepsze od choćby minuty w więzieniu.- odparł.
- To znaczy, że się na mnie nie gniewasz?- spytałam z nadzieją w głosie ocierając łzy.
- Ja się nawet nie potrafię na ciebie gniewać.- powiedział i mocno mnie przytulił, co niemal natychmiast odwzajemniłam.- Spokojnie. Nigdzie nie idę... Dopóki nie będziesz chciała, bym wyszedł.
- Nie chcę żebyś wychodził, chcę zostać w tej pozie, bo jest mi bardzo miło i ciepło.- powiedziałam przymykając oczy.
- Słuchaj księżniczko...- zaczął powoli trochę speszony.
- Słucham, słucham.- uniosłam lekko kąciki ust.
- Czy ty coś do mnie czujesz?- zapytał, a ja się zdziwiłam. Spojrzałam na niego, a on był cały oblany rumieńcem i patrzył na mnie lekko zawstydzony.
- Zdecydowanie tak, tylko nie wiem co to jest.- odpowiedziałam i cmoknęłam go w lewy kącik ust, a go przeszedł dreszcz i delikatnie się uśmiechnął patrząc mi w oczy.
Potem zwrócił wzrok na moje usta. Wiedziałam co chce zrobić, ale po chwili znów patrzył mi w oczy, jakby bał się, że gdy mnie pocałuje to wybuchnę. Robienie pierwszego kroku nie leży w mojej naturze, a on jest zbyt speszony.
- Niall...?- spytałam cicho.
- Tak?- równie cicho odparł.
- A czy ty... coś do mnie czujesz?- spuściłam głowę patrząc na wzory, które rysowałam palcem na jego klatce piersiowej.
- Ja... Tak..., ale też nie wiem co to...- odpowiedział.
***
- A to jest pozytywne, czy negatywne uczucie?- zapytała.
- Pozytywne, nawet bardzo...- powiedziałem zaczynając bawić się jej włosami.
- A czy to jest mocne uczucie?- zadała pytanie.
- Tak...- odparłem.
Zakochałem się w niej, odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, a teraz sam przekonałem się co to znaczy. Przyglądałem się dziewczynie rysującej esy floresy na mojej piersi.
- A to uczucie jest w kwiatki czy serduszka?- zaśmiałem się cicho.
- W serduszka.- odpowiedziałem gładząc ją po głowie.
- A różowe, czy czerwone te serduszka?- zachichotała.
- Czerwone.- powiedziałem z lekkim rozbawieniem.
- To zaskakujące, bo moje wygląda dokładnie tak samo.- odparła przymykając oczy.
- A na czym polegają te ''legalizmy'', których nie będę mógł robić?- spytałem.
- Brak alkoholu i papierosów. Narkotyki to nawet nie są legalne, ale oczywiście ich też nie będziesz mógł zażywać.- odpowiedziała.
- To nie problem. Nie przepadam za alkoholem, jedynie na ważne okazję. Nienawidzę papierosów, fajek, cygar i tak dalej i primo nigdy nie ćpałem i nie zamierzam.- odparłem.
- Ach... Hmhnhmnh- powiedziała coś czego nie zrozumiałem.
- Co?- spytałem.
- Nic, nic po prostu głośno myślę...- odpowiedziała rozmarzonym tonem.
- A o czym tak myślisz?- zadałem pytanie.
- Eee... Ja myślałam o... Tej sukience co mam na sobie.- wiedziałem, że skłamała i trochę mnie to zasmuciło, bo to znaczy że ona mi nie ufa, ale postanowiłem, że nie zapytam czemu kłamie.
- Gdybym był dziewczyną, to ożeniłbym się z tą sukienką.- uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? To znaczy że ci się podoba?- zapytała z nadzieją w głosie.
- No raczej. I śmiem sądzić, że na manekinie czy wieszaku nie wyglądała tak dobrze, jak na tobie.- odpowiedziałem, a ona się zarumieniła.
- A ja śmiem sądzić, że powiedziałbyś to każdej dziewczynie.- lekko spochmurniała, ale nie chciała dać tego po sobie poznać.
- No co ty. Komplementuję tylko tych, na których względach mi zależy i tych, na których mi zależy ale już nie chodzi o względy.- powiedziałem.
- A ja... Do której grupy się zaliczam?- spytała.
- To oczywiste, że do tej drugiej.- odparłem, a ona usiadła na przeciwko mojej wpół leżącej osoby.
- Naprawdę? Zależy ci na mnie...?- drugie zdanie powiedziała w lekkim zamyśleniu patrząc na swoją wyhaftowaną poduszkę.
- Nie tyle co mi na tobie zależy, ale gdyby cię teraz zabrakło to nie mógłbym normalnie funkcjonować.- powiedziałem drapiąc się po tyle głowy.
- Żartujesz sobie ze mnie tak?- zapytała z lekkim wyrzutem.
- Ja z ciebie... Co? Nie! W życiu z ciebie nie żartowałem i teraz też tego nie robię.- odparowałem.
- Aha... To miłe z twojej strony...- powiedziała trochę smutna i speszona, łapiąc prawą ręką lewe przedramię.
- Przepraszam.- mruknąłem prostując się.
- Za co? To ja powinnam przeprosić.- zobaczyłem, że do jej oczu napływają łzy, a potem jedna spłynęła zostawiając mokrą linię na jej policzku. Przytuliłem ją, co natychmiast odwzajemniła.
- Przepraszam za to, że moje słowa sprawiły, że wzięłaś to jako żart. I przepraszam za to, że przeze mnie płaczesz. A ty nie masz za co przepraszać, bo nic takiego nie zrobiłaś. Poza tym przepraszam cię jeszcze za to, że cię porwałem, że nie traktowałem cię tak jak powinnaś być traktowana. Ogólnie to przepraszam za mnie i moje zachowanie.- powiedziałem.
- To nic takiego... A ja przepraszam za to, że wzięłam twoje słowa jako żart i za to, że to przeze mnie będziesz siedział przez sześć lat tutaj... Jestem beznadziejna...- mruknęła i rozpłakała się na dobre.
- Nie płacz. To nie twoja wina. Jak już mówiłem perspektywa mieszkania z tobą jest znacznie lepsza niż więzienie. Nie martw się, będzie dobrze.- odparłem i zacząłem ją głaskać po głowie na uspokojenie.
- Mam taką nadzieję.- szepnęła i mocniej się do mnie przytuliła.
Chciałbym jej powiedzieć co do niej czuje, ale jak większość ludzi boję się odrzucenia. Poza tym ja jestem marnym facetem bez grosza przy duszy, nie jestem ani przystojny ani miły, w ogóle jestem do niczego, a zakochałem się w dziewczynie, która może mieć każdego. Jest śliczna, mądra, do tego wszystkiego płynie w niej królewska krew. I ja mam walczyć o względy u kogoś takiego? To jest po prostu niedorzeczne... A teraz będę się z nią spotykał dzień w dzień przez sześć lat. Codziennie będę w niej coraz bardziej zakochany. A jak sobie kogoś znajdzie to chyba mi serce pęknie. W ogóle nie pasuję do takiego towarzystwa...
- O czym myślisz?- zapytała.
- O tym, że w ogóle tutaj nie pasuję.- odparłem bezmyślnie.
- Dlaczego?- zdziwiła się.
- Znasz mnie już trochę i wiesz, że nigdy nie miałem okazji, by gościć w takich warunkach. Sama wiesz, że urodziłem się w biednej rodzinie, w biednym miasteczku... Wszyscy wkoło mnie mieli przynajmniej normalne jedzenie... U nas śniadaniem, obiadem i kolacją był chleb z jakimś twarogiem i woda lub mleko... Czułem się wtedy jak piąte koło u wozu... Byłem chyba najbiedniejszym dzieciakiem w całym Mullingarze... Nie miałem przyjaciół... Wyśmiewano się ze mnie... Zawsze byłem do niczego... Z resztą nadal się tak czuję... Jestem teraz w miejscu, o którym w dzieciństwie nawet nie śmiałbym marzyć... Więc sama rozumiesz chyba o co mi chodzi...
- Niall... Kurczę... Ja nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić... Od dziecka wszyscy mi powtarzali, że jestem ważna, bogata i piękna, ale zawsze żałowałam, że nie mogę się bawić z innymi, że wszędzie muszę chodzić z ochroniarzami... Nigdy nie mogłam poczuć się wolna... A przy tobie moja sytuacja to pikuś... Obiecuję, że już nikt cię nie będzie źle traktował. Wiesz co... Wpadł mi pewien pomysł do głowy.- puściła mnie i pokuśtykała po telefon. Wpisała numer i gdzieś zadzwoniła.- Halo? Cześć Howard słuchaj potrzebny mi transport do Mullingaru, w miarę szybki załatwisz to? Mhm. Jasne, dzięki. Na razie.- odłożyła komórkę z powrotem na biurko, odwróciła się do mnie, potarła ręce i ruszyła w moją stronę.- Więc sytuacja wygląda tak, jedziemy do Dublina, stamtąd pociągiem do Mullingaru, a potem idziemy do ciebie do domu.- oznajmiła radośnie.
- Ale jak to, po co?- zdziwiłem się.
- No jak to po co? Żeby odwiedzić twoją rodzinę!- uśmiechnęła się do mnie.
- Naprawdę? Jesteś niesamowita!- krzyknąłem i mocno ją uściskałem.
- Dziękuję.- odparła.
- To ja dziękuję, kiedy tam lecimy?- spytałem, a ona uśmiechnęła się tajemniczo.
- Hmmm... Niech pomyślę, kiedy mam wolny czas... O już wiem! Teraz.- powiedziała.
- Serio?- byłem taki szczęśliwy, że gdybym się nie powstrzymał to bym ją pocałował.
- Jasne. Chodź, Howard powiedział, że odrzutowiec już czeka.- odparła i uśmiechnęła się promiennie.- Pozwolisz tylko, że się przebiorę?- spytała.
- Po co? W tym wyglądasz idealnie.- zarumieniła się.
- Skoro tak uważasz, to nie będę się przebierać.- uśmiechnęła się nieśmiało.
- Bardzo ci dziękuję.- przytuliłem ją ponownie i pocałowałem w policzek.
- Nie ma za co. Poza tym chciałbym zobaczyć twoje rodzinne miasteczko.- uśmiechnęła się zarumieniona.
- Pokażę ci kilka fajnych, a za razem moich ulubionych miejsc.- powiedziałem.
- Cieszę się. To miło z twojej strony.- odpowiedziała.
- To jak, idziemy?- uniosłem brwi.
***
- Jasne.- odparłam - Przypomniała mi się jeszcze jedna regułka z kodeksu. Nie możesz nigdzie wychodzić, w tym przypadku beze mnie. W sensie sam na miasto, czy za granicę. Jeśli będziesz chciał coś takiego zrobić, to muszę być przy tym. Chyba, że będę miała jakąś ważną sprawę, wtedy dostaniesz jakiegoś z moich ochroniarzy, albo wyjątkowo będziesz mógł pójść sam. Oczywiście w pałacu możesz czuć się jak u siebie w domu. Przepraszam, ale takie są prawa.- wyjaśniłam.
- A dlaczego akurat bez ciebie?- spytał.
- Bo ja cię ułaskawiłam, a to znaczy, że jestem odpowiedzialna za wszystko co robisz, gdzie idziesz, co mówisz, więc postaraj się nie robić i mówić głupot. Ok?- powiedziałam pytająco.
- Ok.- odparł.
- To chodźmy, bo Howard się już pewnie niecierpliwi.- chwyciłam kule i wyszłam z pokoju z rozpromienionym Niall'em dotrzymującym mi kroku.
- Nie mogę się doczekać, a jednak się boję.- powiedział prawie niesłyszalnie.
- Czego się boisz, to twoja rodzina. Poza tym raczej twoi starzy "znajomi" zmądrzeli i już nie będą ci dokuczać prawda?- zapytałam.
- Nie tego się boję. Boję się tego, że moja mama nie będzie chciała mnie już znać po tym co zrobiłem tym ludziom i tobie... To boli.- powiedział.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- próbowałam go pocieszyć.
- Z jednej może mnie nienawidzić za to co zrobiłem, a z kolei z drugiej może się cieszyć, bo z tym przestałem i nie siedzę w kiciu. Nie próbuj mnie pocieszać, bo to i tak nic nie da. Jestem realistą i to, że ktoś mi powie "wszystko będzie dobrze'' nic nie zmieni. Przykro mi...- odpowiedział.
- No dobrze... Ale mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze.- powiedziałam.
- Dziękuję.- odparł.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za wszystko.- wyjaśnił.
Już więcej nikt się nie odezwał. Niall cały czas szedł obok mnie. Między nami tkwiła dość niezręczna cisza, której ani razu od początku znajomości nie było. Zaczęłam myśleć o tym jakby to wyglądało, gdybyśmy byli w związku... Trudno mi to sobie wyobrazić, bo on (nie licząc porwań) jest po prostu chodzącym ideałem. Gdy tylko go zobaczę mam motylki w brzuchu. Teraz będziemy się przez 6 lat codziennie widywać... Ciekawa jestem jakby wyglądało moje życie, gdym nie została przez niego porwana... Czy los znów postawiłby go na mojej drodze?
Na początku w sumie śniły mi się koszmary, a potem ten sam sen co wczoraj:
" ...Obezwładniał, sprawiał, że kolana się pode mną ugięły i zaczęły dygotać. Ujął moją głowę, w swoje duże dłonie. Ja swoją ręką dotknęłam jego. Zaczął zbliżać do siebie nasze twarze. Oboje lekko przechyliliśmy głowy w bok i rozchyliliśmy usta. Już mieliśmy się pocałować, kiedy znowu zaczęło padać. Spojrzałam w górę, tym razem nie była to taka ulewa jak wtedy, tylko ciepły, letni deszcz. Zawsze marzyłam o tym, by odbyć pierwszy pocałunek w takich warunkach. Wykonaliśmy jeszcze raz te same czynności, tym razem nic już nam nie przeszkodziło. Trwaliśmy w namiętnym, aczkolwiek delikatnym pocałunku. Napawałam się tą chwilą. Nagle usłyszałam czyiś głos. Pomyślałam, że mi się jednak przesłyszało i postanowiłam nie przerywać tej cudownej czynności. Oderwaliśmy się od siebie. Złączył nasze ręce i ruszyliśmy prosto, przez środek drogi. " Obudziłam się, ale jeszcze nie otworzyłam oczu. Poczułam, że coś leży na mojej talii, ale nie chciało mi się ruszyć nawet ręką, by sprawdzić, co to. W końcu pomyślałam sobie, że kiedyś i tak będę musiała wstać, więc czemu by nie zrobić tego teraz. Leniwie się przeciągnęłam i otworzyłam oczy. Chciałam się położyć na plecy, ale to coś mnie zablokowało. Spojrzałam na moją "blokadę" i ku mojemu zdziwieniu był to obejmujący mnie w pasie Niall. " Wygląda słodko, kiedy śpi..." pomyślałam, poza tym to bardzo miłe uczucie być opatulonym, przez silne, ciepłe, męskie ramiona. Odwróciłam się twarzą do niego i wtuliłam się w jego nagi tors, który swoją drogą był dobrze wyrzeźbiony. Zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, że ta ręka blondyna, która leżała na mojej talii podnosi się, a chwilę później tą samą dłonią odgarniał mi włosy z twarzy. W tym momencie się uśmiechnęłam i otworzyłam oczy.
- Witam śpiącą królewnę.- uśmiechnął się.
- Bon jour monsieur.- ponownie wyszczerzyłam ząbki.
- To na co masz dziś ochotę.- zapytał.
- Hmmm... A więc tak. Zacznijmy od tego, że chcę, abyście mnie wypuścili, odwieźli do domu całą i zdrową i nie zmuszali przy tym moich rodziców do odkupu, co ty na to?- spytałam.
- Ehhh... Wiesz, że tego nie mogę zrobić... Pytałem na co masz ochotę na śniadanie.- zadał pytanie.
- Zawsze warto spróbować... Na śniadanie... To w takim razie niech będzie... Wiem! Chcę naleśniki z syropem klonowym, ale pamiętaj żadnego nabiału.- aż mi oczy zabłysły, gdy wpadłam na ten pomysł.
- Da się zrobić. Wrócę za dwadzieścia minut.- posłał mi uśmiech i wyszedł.
- Pysznie.- powiedziałam sama do siebie zamykając oczy i wyobrażając sobie danie. Nagle usłyszałam stukanie. Podeszłam do zasuwki i ją odsunęłam.
- Hej. Jak tam, wyspana?- spytała Erin.
- Tak, a ty?- odpowiedziałam
- Też, nie wiem jak ty, ale jak dla mnie to oni są bardzo niedoświadczeni, a przynajmniej ten blondyn, który był u ciebie.- odparła.
- On jest nowy, ale brał już udział w kilku porwaniach.- oznajmiłam.
- A więc to tak... Z kolei ten cały Harry, nie dość, że nieodpowiedzialny, to jeszcze arogancki, bezczelny i bardzo napalony...- przygryzła wargę
- Podoba ci się.- zauważyłam.
- Eee... Wcale, że nie! Po prostu... nic. Nie podoba mi się i tyle.- odpowiedziała bardzo pewna siebie.
- Tylko winny się tłumaczy...- powiedziałam z triumfem w głosie i puściłam jej oczko.
- Ehh... To nie prawda... Dobra. Słuchaj, mam pomysł jak stąd uciec.- odparła szeptem.
- Nie teraz... Słyszę kroki.- zasunęłam klapę i rzuciłam się na łóżko i wzięłam w ręce książkę, jakby nigdy nic.
- Co czytasz?- spytał wchodzący do pokoju Niall.
- Emm... Ciekawą książkę.- skłamałam, a blondyn do mnie podszedł.
- Do góry nogami?- zdziwił się.
- Czasami... Czasami lubię poczytać do góry nogami, bo... Czekaj, czekaj... Czy ja czuję naleśniki?- zapytałam.
- A i owszem.- ulżyło mi, gdy to powiedział, bo ja nie zbyt potrafię kłamać. Podał mi talerz i osobno syrop klonowy. Polałam naleśniki i wzięłam pierwszego gryza.
- Pycha. Są genialne.- powiedziałam z zachwytem.
- Naprawdę?- złapał się za kark.
- Jasne!- odparłam.- Ej, a może zjesz ze mną co? Sama nie dam rady.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Ja nie wiem... To twoje śniadanie...- odpowiedział wahając się.
- Niall nie daj się prosić.- zrobiłam oczy kotka ze shrek'a.
- No... Dobra... Niech ci będzie.- powiedział i usiadł obok mnie. Po zjedzonym śniadaniu Niall wyszedł, a ja ubrałam się i odsunęłam zasuwkę.
- Więc tak. Drzwi otwierają się na zamek elektryczny. W obu pokojach kod jest taki sam, bo widziałam jak do ciebie wchodził blondyn, to wystukiwał to samo co Harry. Dzięki naszemu wyposażeniu możemy podłączyć się do ich sieci i odblokować zamki. Na korytarzu są kamery, które nie widzą całej ściany, na której są drzwi. Uda nam się uciec tylko mocno do niej przylegając. Potem oprócz płotu nie ma już żadnych zabezpieczeń. Jeśli nam się uda, to możemy to zrobić nawet dziś w nocy. Potrafisz przechodzić przez płot?- spytała, a ja skinęłam głową na tak.- To świetnie. O pierwszej trzydzieści zaczynamy akcję.- wytłumaczyła mi wszystko. Poszłam się zdrzemnąć, by w nocy być wypoczętą.
***
Spojrzałam na zegarek. Była 01.15. Stuknęłam cicho trzy razy w płytkę, a ona prawie natychmiastowo się odsunęła.
- Jestem gotowa. Możemy zacząć już teraz.- powiedziała Nathalie.
- Ok. To zaczynamy.- odparłam.
Podeszłam do cienkiej metalowej klapki przy drzwiach. Delikatnie podważyłam ją scyzorykiem, który dostałam kiedyś od taty. Oderwałam klapkę i podłączyłam jeden z kabli do komputera. Szybko udało mi się odblokować system. Po chwili byłam już poza pokojem. Odblokowałam drzwi księżniczki i uciekłyśmy przez boczne wyjście, którymi wprowadził mnie tu Harry. Zaczęłyśmy biec jak tylko najszybciej się da, bo zobaczyłyśmy zapalające się światło. Po jakimś czasie byłyśmy już bardzo daleko. Nagle otoczyło nas kilku ubranych w moro mężczyzn.
- Erin?- zapytał jeden z nich, a po głosie poznałam, że to Nathan.
- Nathan?- spytałam i rzuciłam się na brata.
- Kim jest twoja koleżanka? Niezła z niej dupa.- zapytał mnie szeptem.
- To Nathalie Windsor.- odparłam.
- Znalazłaś księżniczkę?!- zadał pytanie prawie krzycząc.
- Cicho bądź! Prawdopodobne jest to, że szukają nas porywacze, więc lepiej chodźmy szybko do siedziby.- powiedziałam głośnym szeptem.
Znów zaczęliśmy biec. Po kilkunastu sekundach byliśmy już w ciepłej bazie. Powitałam wszystkich i weszłam do swojego biura.
- Tak w ogóle to czym się zajmujesz Erin?- spytała Nathalie, gdy weszła za mną.
- Jestem dowódcą młodszej i mniej zdolnej grupy CIA, którą szkolę.- odparłam.
- Dużo ci za to płacą?- spytała.
- Około pięciu tysięcy miesięcznie, a jeśli uda mi się poprowadzić jakąś dobrą akcję, to czasem dostaję nawet dziesięć tysięcy. Dzięki tobie dostanę prawdopodobnie jeszcze więcej.- uśmiechnęłam się do niej.
- Czyli za odnalezienie mnie dostaniesz podwyżkę, albo premię?- zadała pytanie.
- Wolałabym podwyżkę, ale większa premia też nie zaszkodzi. W końcu narażałam życie i możliwość zostania uwięzionej, by ratować samą księżniczkę. A to wszystko, dzięki nieodpowiedzialności Harry'ego.- odparłam sprzątając z biurka.
- Czyli moje porwanie przyczyniło się do tego, że ty zdobędziesz nagrodę?- zapytała.
- Mniej więcej. A czemu tak wypytujesz?- spytałam.
- A tak z ciekawości.- posłała mi uśmiech.- A dlaczego akurat ty mnie uwolniłaś, a nie na przykład ten Nathan, z którym się przed chwilą witałaś?
- Ehhh... To nie jest takie proste, poza tym to dość długa historia...- odparłam z westchnieniem.
- Chętnie posłucham, mamy całą noc.- wyszczerzyła ząbki.
- Nie, nie mamy. Musisz się wyspać, bo jutro odwożę cię do twojego pałacu i znowu będziesz rządzić i robić te wszystkie księżniczkowe rzeczy, które robią księżniczki.- odparłam chłodniejszym tonem.
- No dobrze... To gdzie mam spać?- spytała smutnym głosem i złapała prawą dłonią lewe przedramię.
- Chodź, zaprowadzę cię.- odparłam i wyszłam z gabinetu, a ona ruszyła za mną.
Weszłam do pokoju, w którym na co dzień spałam ja z Nathan'em. Było tam jedno łóżko dwuosobowe i jedno pojedyncze. Wskazałam jej podwójne łóżko. Usiadła na nim i spojrzała w podłogę. Dałam jej dresy i koszulkę. Rzuciłam krótkie ''dobranoc'' i wyszłam.
***
*Kilka godzin później*
- Jak to kurwa uciekły?!- krzyknął Harry.
- No po prostu... Nie ma ich...- odparłem cicho.
- Jakim cudem?!- tym razem dało się słyszeć podniesiony głos Louisa.
- Nie jestem wróżką, nie mogę wiedzieć wszystkiego!- powiedziałem głośno i stanowczo.- Poza tym to nie była moja warta tylko Zayn'a.- dodałem.
- Więc Zayn jakie masz alibi?- spytał Liam.
- Wyszedłem zapalić, nie wiedziałem, że akurat w tym momencie uciekną...- podrapał się po głowie.
- Ok. Każdemu się zdarza... Najgorsze jest to, że mogą nas wydać...- powiedziałem trochę ciszej niż inni.
- Wiecie co...? Skoro mamy tak późną godzinę...- Harry z tajemniczym spojrzeniem potarł ręce.
- Nie. Chłopaki... Ja się wycofuje z branży... To nie dla mnie... Nie nadaję się do tego...-mruknąłem.
- Co proszę?!- krzyknęli wszyscy na raz.
- Nie bójcie się... Nie wydam was. Wszystkie możliwe kontakty z wami zostawię tu. Sorry, ale ja tego nie wytrzymam psychicznie.- wyjaśniłem i wyszedłem lekko trzaskając drzwiami.
Szedłem przez ciemny las w stronę ulicy. Po chwili byłem już na drodze i kierowałem się w stronę Londynu. Na niebie zaczęły się pojawiać pierwsze promienie jesiennego słońca. Byłem strasznie zmęczony, bo przez kilkanaście godzin nie spałem. Usłyszałem nadjeżdżający samochód. Odwróciłem się i pomachałem ręką w geście ''podwieź mnie". Samochód stanął. W środku siedzieli starsza kobieta i mężczyzna. Facet wysiadł i kiwnął głową, żebym wsiadał. Zapytał tylko dokąd jadę i więcej się już nie odzywał. Oglądałem krajobrazy za oknem i w pewnym momencie zauważyłam idącą po drodze dziewczynę. Poprosiłem, żeby się zatrzymali. Wysiadłem, a oni pojechali dalej. Podszedłem do niej. Po chwili poznałem, że to Nathalie.
- Gdzie idziesz?- spytałem wyrównując z nią krok.
- Do Londynu, a ty?- spojrzała na mnie.
- Też. Wiesz, że to jeszcze piętnaście kilometrów?- powiedziałem.
- Tak wiem. Lubię chodzić, więc mi to nie przeszkadza. Jeśli chcesz mnie jeszcze raz porwać, to się nie krępuj i tak teraz dużo nie zdziałam, bo jestem mega niewyspana...- odparła.
- Nie zamierzam cię porywać. Skończyłem z tym i odszedłem z branży.- wyjaśniłem.
- Naprawdę?- zdziwiona spojrzała na mnie.
- Na sto procent.- odpowiedziałem.
- Co teraz zamierzasz?- zapytała.
- Zamierzam zgłosić się na komisariat, bo mnie dręczy poczucie winy.- wzruszyłem ramionami jakby nigdy nic.
- Jesteś inny niż tamta czwórka... Dlaczego?- spytała.
- Sam nie wiem, mam po prostu inny charakter i więżenie ludzi to nie w moim stylu, dlatego postanowiłem odpokutować moje złe czyny.- wyjaśniłem.
- Wow... W życiu bym nie powiedziała, że któryś z was sam od siebie pójdzie do więzienia...- powiedziała i zadrżała.
- Zimno ci?- spytałem.
- Tak trochę, ale to nic dam sobie radę.- odpowiedziała i założyła włosy za ucho.
- Nie pozwolę ci marznąć. Masz.- powiedziałem i podałem jej swoją bluzę.
- Nie wezmę jej, bo tobie będzie zimno.- odparła i lekko odepchnęła ciuch od siebie.
- Nawet jeśli mi będzie zimno, a sądzę, że nie będzie, nie mogę pozwolić, by dziewczyna marzła. Czy biedna, czy bogata, czy brzydka, czy ładna, czy miła, czy wredna, nie pozwolę, by jakakolwiek kobieta w moim towarzystwie marzła.- oznajmiłem stanowczo i ponownie podałem jej bluzę.
- No dobrze, ale jak tobie się zrobi zimno, to ci ją oddam.- mruknęła.
Szliśmy w ciszy ramie w ramię. Podobało mi się to. Zrobiliśmy sobie mały postój. Zjedliśmy po kanapce, które Nathalie miała w plecaku. Potem ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem, że ona znów zatrzęsła się z zimna. Mi z kolei było dość ciepło. Nie wiedziałem co zrobić, żeby mniej marzła. Objąłem ją delikatnie ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
- Cieplej?- spytałem.
- Mhm.- przytaknęła i ziewnęła.
- Jesteś bardzo zmęczona...- powiedziałem i wziąłem ją na ręce, mimo że sam byłem zmęczony, ale to dla mnie nie był kłopot, bo ona jest wręcz lekka jak piórko.
- Niall puść mnie. Mogę iść sama... Poza tym nie chcę żebyś się męczył niosąc taki ciężar jakim jestem ja...- powiedziała i zeszła.
- Ty ciężarem? Po pierwsze jesteś strasznie leciutka, a po drugie nie mogę pozwolić na to, by sama księżniczka się męczyła... Chociaż wejdź na barana.- poprosiłem.
- Ale to tak nie fajnie... No bo ty oddajesz mi bluzę i jeszcze chcesz mnie dźwigać... Nie, dam radę iść sama...- oznajmiła.
- Nalegam.- powiedziałem.
- Nie... Nie przemęczaj się i chodź.- odparła, zrobiła krok i upadła.- Auć...
- Co się stało?- zapytałem z lekkim strachem, że mogła sobie coś zrobić.
- Nic, po prostu krzywo stanęłam...- odpowiedziała i wstała z moją pomocą- Noga mnie trochę boli, ale jest Ok.- dodała.
- Dasz radę iść?- spytałem.
- Jasne.- odparła i ruszyła mocno utykając.
- O nie, tak dobrze nie ma. Zbyt mocno utykasz.- powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
- Ale ja dam sobie radę, nie musisz mnie nosić...- odpowiedziała.
- Nie, będę cię nosił, dopóki nie dojdziemy do jakiegoś szpitala i nie sprawdzą co z twoją nogą.- oznajmiłem stanowczo.
- Ehhh... W takim razie jestem ci winna przysługę.- odparła i założyła ręce na mojej szyi.
Pocałowała mnie w policzek, a ja się zarumieniłem, co mogłem wywnioskować z tego, że pieką mnie policzki i z jej chichotu. Po chwili księżniczka już smacznie spała na moich rękach. '' Wygląda słodko, gdy śpi...'' pomyślałem i dalej maszerowałem.
* Dwie godziny później *
Doszedłem właśnie do jakiegoś Londyńskiego szpitala. Wszedłem do środka. Korytarze świeciły pustkami, tylko w recepcji stała pani, która zapisywała coś w komputerze.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła i spojrzała na mnie, a potem na śpiącą Nathalie.- Co z nią?
- Chyba skręciła kostkę.- odparłem.
- Aha... To obudź ją i usiądźcie sobie tam, a ja zaraz wyślę lekarza. Tylko jeszcze zapytam o imię i nazwisko twoje i twojej dziewczyny.- powiedziała.
- Ja to Niall Horan, a ona to Nathalie Windsor.- odparłem.
- Jej wysokość Księżniczka Nathalie Windsor?- spytała ze zdziwieniem.
- Tak, to właśnie ona.- odpowiedziałem.
- To wielki zaszczyt gościć tu samą księżniczkę, ale mniejsza o to. Usiądźcie i zaczekajcie moment.- powiedziała.
Odszedłem od recepcji i usiadłem na plastikowym krzesełku. Próbowałem delikatnie obudzić Nathalie i w końcu mi się udało. Poza tym spodobało mi się, że recepcjonistka pomyślała, że jesteśmy parą. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dziewczyna się przeciągnęła i ziewnęła. Spojrzała na mnie i jej kąciki ust też się uniosły.
- Jak długo spałam?- spytała.
- Tak z dwie i pół godziny...- zamyśliłem się.
- I ty mnie aż tyle taszczyłeś, bez odpoczynku?!- prawie krzyknęła.
- Nie no zrobiłem sobie dwie czy trzy przerwy...- odparłem.
- Tak mało? I przez cały czas mnie niosłeś?- spytała.
- No tak, a co miałem cię zostawić na drodze? Po pierwsze to nie leży w mojej naturze, po drugie to nie był problem, by cię tu przynieść, a po trzecie i najważniejsze polubiłem cię, a jak się kogoś lubi, to się go nie zostawia na pastwę losu prawda?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Hm... Słodki jesteś, wiesz?- powiedziała z uśmiechem i ugodziła mnie pocałunkiem w policzek, a ja prawie natychmiast się zarumieniłem.
- Nikt mi nigdy tego nie powiedział...- odparłem lekko speszony.
- Jej wysokość Nathalie Windsor?- spytał lekarz, który stanął nad nami.
- Wystarczy Nathalie.- posłała doktorowi lekki uśmiech.
- To zaszczyt gościć panią w naszym szpitalu. Zapraszam na salę.- powiedział.
- Chodź, pomogę ci.- zaproponowałem i znów wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali.
- Dzięki, nie musiałeś...- mruknęła.
- Ale chciałem.- wyjaśniłem i uśmiechnąłem się do niej.
- Dzięki.- odwzajemniła lekko mój uśmiech.
- To zaszczyt nosić cię na rękach.- zaśmiała się.
- Spoko.- odparła i z moją pomocą usiadła na łóżku operacyjnym.
- A więc, co się stało panno Nathalie?- spytał lekarz.
- Wygląda na to, że skręciłam kostkę.- powiedziała.
- Czy mogę ją obejrzeć?- zapytał lekarz.
- Jasne... Auć...- syknęła z bólu ściągając but.
- Poważna sprawa... Musimy pannę przenieść na rentgen.- odparł, a ja po raz kolejny dzisiaj wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali rentgenowskiej. Lekarz zrobił kilka zdjęć i powróciliśmy na poprzednią salę.
- I co z moją nogą?- spytała grzecznie.
- Skręcenie drugiego stopnia.- odparł doktor przyglądając się zdjęciu.
- To znaczy?- zadała pytanie.
- Dochodzi do częściowego rozerwania więzadeł. Charakteryzuje się umiarkowanym wylewem krwawym, obrzękiem, tkliwością uciskową, bólem przy ruchach stawem, utratą funkcji oraz nieznaczną wiotkością.- odpowiedział bezinteresownie.
- Czyli?- nie zrozumiała wypowiedzi uczonego, ale ja wiedziałem o co chodzi.
- To znaczy, że przez jakiś czas, dopóki się nie polepszy będziesz musiała nosić tylko płaskie buty i chodzić o kulach.- wyjaśniłem.
- Aha. Da się zrobić.- powiedziała.
- W takim razie założę pannie opatrunek i będzie mogła pani wrócić do domu.- jak powiedział, tak zrobił.
Gdy już wszystko było gotowe Nathalie dostała kule, wypis i mogła wyjść ze szpitala. Pomogłem jej opanować sztukę chodzenia o kulach. Zadzwoniłem po taksówkę. Po dziesięciu minutach przyjechał żółty pojazd. Pomogłem dziewczynie wejść do środka. Podała kierowcy adres, który ma jechać. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Zauważyłem, że niedaleko jest komisariat policji. Pomogłem jej wyjść co sam też zrobiłem. Odprowadziłem ją do drzwi. Gdy zniknęła we wnętrzu ogromnego pałacu ruszyłem na przeciwną stronę ulicy, by pójść na policję. Na miejscu zastałem kilku policjantów. Podszedłem do lady, za którą siedziała nieco otyła sekretarka.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła nieco zbita z tropu. Najwyraźniej rzadko ktoś się do niej odzywa.
- Do kogo mam pójść, aby zgłosić się na policję?- spytałem.
- Sam siebie...? Mniejsza o to... Przez korytarz, drugie drzwi po prawej.- powiedziała i wróciła do swojej pracy. Ruszyłem w danym kierunku, zapukałem trzy razy, usłyszałem stłumione "proszę" i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.- powiedziałem.
- Dzień dobry.- odpowiedział komendant z papierosem w kąciku ust.
- Chciałem zgłosić się na policję.- powiedziałem.
- Tak? A co takiego zrobiłeś?- zapytał zaciekawiony.
- Jestem jednym z porywaczy księżniczki.- odparłem ze stoickim spokojem.
- I przychodzisz tu tak po prostu, spokojnie, jakby nic ci nie groziło?- zastanowił się.
- Tak. Reszta puściła mnie wolno, bo obiecałem, że zerwę z nimi wszystkie kontakty i ich nie wydam na policji. Nie łamię danych obietnic. A sam przyszedłem się zgłosić, ponieważ zrozumiałem, że to nie jest zawód dla mnie, niepotrzebnie się w to wszystko pakowałem i teraz sumienie mi nie daje spokoju, więc przyszedłem odpokutować swoje złe uczynki w więzieniu.- powiedziałem nadal zachowując spokój, bo nie miałem powodu, by odczuwać jakiekolwiek emocje, które by mi ten spokój zakłóciły.
- W takim razie chodź za mną.- powiedział komendant i ruszył do drzwi umieszczonych naprzeciwko jego gabinetu. Była to sala przesłuchań. Zasiadł na dużym kręconym fotelu i skinieniem kazał mi usiąść na wprost niego.- Więc ilu was jest?- spytał
- Chciał pan chyba zapytać ile nas było... Teraz ja jestem sam a ich została czwórka.- odparłem.
- W ilu porwaniach brałeś udział?- zapytał.
- W pięciu.- odpowiedziałem.
- Kim były ofiary?- kolejne pytanie z jego strony.
- Mniej znane w Anglii osobistości takie jak Margaret, polska piosenkarka, mało kto u nas o niej mówi. Porwanie księżniczki nazwałem Wielkim Skokiem i to był jedyny taki skok w moim życiu. Już nigdy więcej nie zamierzam schodzić pod żadnym pozorem na ścieżkę przestępstwa.- opowiedziałem.
- Co się działo potem?- spytał.
- Dzisiaj w nocy postanowiłem, że odchodzę i idę odsiedzieć swoją karę. Idąc do Londynu ponownie spotkałem Nathalie Windsor, która zmarznięta i zmęczona szła drogą. Potem potknęła się i skręciła kostkę, przez dwie i pół godziny szedłem z nią na rękach w stronę Londynu. Byłem razem z nią w szpitalu, gdzie założyli jej opatrunek na nogę. Później zamówiłem taksówkę i odprowadziłem ją do domu, a następnie przechodząc przez ulicę dotarłem tutaj.- powiedziałem.
- Ciekawa historia. Czy gdybym teraz zadzwonił do księżniczki potwierdziłaby ona twoją wersję wydarzeń?- zapytał.
- Jestem w stu procentach pewny, że jej wersja zdarzeń brzmiałaby podobnie. Jeśli mi pan nie wierzy proszę do niej zadzwonić, ja nie mam nic więcej do ukrycia.- odparłem.
- No dobrze. W takim razie jeszcze dwie bardzo istotne rzeczy, a mianowicie jak się nazywasz i ile masz lat?- zadał pytanie.
- Jestem Niall Horan i mam 20 lat.- odpowiedziałem.
- Widzę w twoich oczach, że mówisz prawdę. Posiedzisz więc w więzieniu tylko cztery lata, a nie dziesięć, jak przewiduje twój wyrok. Za tydzień odbędzie się rozprawa w pałacu. Wtedy ostatecznie zostaniesz aresztowany.- wyjaśnił.
- A co się ze mną stanie przez ten tydzień?- zapytałem.
- Zostaniesz umieszczony w więzieniu tymczasowym.- odparł komendant.
- Dobrze. W takim razie proszę mnie tam zaprowadzić, bo i tak nie mam co ze sobą zrobić.- poprosiłem.
Policjant zaprowadził mnie do niezbyt zaludnionego, tymczasowego więzienia. Przydzielili mi wolną celę:
Oto jej wygląd. Niezbyt przytulnie, ale to w końcu więzienie. Przynieśli mi poduszkę, koc, mydło i tak dalej. Pościeliłem swoje łóżko i położyłem się na nim, by się chociaż chwilę przespać, bo wczorajszym i dzisiejszym dniu.
* 6 dni później *
To już jutro. Nie mam pojęcia, jak mam się ubrać. Nie wiem, kto tam będzie i jeszcze ta moja boląca kostka. Jedno jest pewne. To ja muszę zdecydować ile Niall będzie siedział w więzieniu. Nie jestem przygotowana na to wydarzenie. Ani psychicznie, ani fizycznie. Podjęłam już decyzję i zdania pod żadnym, choćby najgorszym względem nie zmienię. Poszłam do swojej garderoby, by wybrać odpowiedni strój. Jutro to ja zasiądę na tronie, to ja zadecyduję o losie tego chłopaka, to ja muszę wyglądać poważnie, dziewczęco, a jednak nie mogę wyglądać ani wyzywająco, ani zbyt kolorowo, ani zbyt staro. Przede wszystkim muszę wybrać coś co spełnia te wszystkie normy i muszę się w tym podobać Niall'owi. Uśmiechnęłam się na samą myśl o Blondynie. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Zaczęłam przeszukiwać moją garderobę oczami wyobraźni. Czego jeszcze nie miałam na sobie, co się nie nadaje, co już wyszło z mody. Nie mogłam znaleźć żadnego odpowiedniego stroju na tę okazję. To oznacza, że najwyższy czas udać się na shopping. Każda komórka mojego ciała zaczęła się niemiłosiernie radować. Uwielbiam zakupy. Potem pomyślę o makijażu i fryzurze. Teraz liczy się sukienka i buty do niej. Poprosiłam mojego szofera, aby zawiózł mnie na Bond Street. Odszukałam wzrokiem mój ulubiony sklep i ruszyłam do niego najszybciej jak tylko mogłam sobie na to pozwolić. Weszłam do środka i od razu otulił mnie znajomy świeży, truskawkowy sapach. Rozglądałam się po sklepie nie mogąc znaleźć niczego odpowiedniego na to wydarzenie. Po długim wchodzeniu po schodach dotarłam wreszcie na drugie piętro. Był to mój ulubiony dział w tym sklepie, ponieważ były tam sukienki. Gdy stanęłam na środku korytarza pierwsze co mi się rzuciło w oczy to najśliczniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek widziałam. W życiu żadne ubranie nie spodobało mi się tak bardzo jak ta sukienka. Postanowiłam, że to właśnie ją jutro włożę. Znalazłam mój rozmiar co nie było trudnym wyczynem, bo w tym sklepie jest mnóstwo ''xs''. Przymierzyłam. Pasowała jak ulał. Nie wahałam się więc i kupiłam ją. Poszłam jeszcze naprzeciwko po jakieś buty. Kupiłam (moim zdaniem) słodkie buciki i wstąpiłam jeszcze do Gucci'ego po torebkę. Kupiłam kopertówkę, która będzie ładnie kontrastować z resztą teraz czas na biżuterię. Po zrobieniu zakupów udałam się do Starbucks'a. Zamówiłam sobie czekoladowego muffinka i latte. Gdy już się pożywiłam wróciłam do domu, by dobrać fryzurę i makijaż do reszty stroju.
* Następnego dnia *
Strasznie się stresuję, a co dopiero Niall... Ten to ma przechlapane. Jednak ja się cieszę z mojej decyzji. Nie będę musiała mieć potem wyrzutów sumienia, ani nic takiego. Ostatnie poprawki przed lustrem i byłam gotowa do ''walki''.
Chciałam jak najszybciej mieć to za sobą. Wybiła godzina 12.00, a to znaczy, że za pół godziny mam pozbawić Niall'a wolności, albo wręcz przeciwnie dać mu królewskie ułaskawienie. Jak już kilka razy wspomniałam podjęłam decyzję i nie zmienię zdania. Utykając ruszyłam do sali tronowej, gdzie miałam osądzić Blondyna. Gdy wreszcie doszłam była 12.15, wszyscy się dopiero zbierali. Usiadłam na tronie, a dębowe krzesła zaczęły powoli zapełniać się ludźmi. Jedno siedzenie stojące zupełnie na środku naprzeciwko mnie było przeznaczone dla oskarżonego, czyli w tym przypadku Niall'a. Wkrótce zjawił się i on. Gdy wszystkie miejsca zostały już zajęte i nastała zupełna cisza wstałam.
- Witam wszystkich.- powiedziałam i jak na komendę wszyscy stanęli na baczność, a potem się ukłonili i z powrotem usiedli.- Zebraliśmy się tu dzisiaj w sprawie osądzenia tego człowieka.- mówiąc to wskazałam na Blondyna- Jak pewnie już wiecie ten młody człowiek kilka razy źle postąpił w życiu nieumyślnie, więc za to go nie możemy winić... Ale... Nie jest tak, że osądzę tego ów mężczyznę za nic. Pan Niall Horan zszedł na drogę przestępczą z czego niedawno zrezygnował twierdząc, że chce w więzieniu odpokutować swoje złe czyny i znów być dobrym człowiekiem. Jak wiecie jestem bardzo konsekwentną osobą i nie zostawiam nie rozwiązanej sprawy. Tak więc przejdźmy do rzeczy. Niall Horan przez pewien okres w jego życiu był przestępcą i wziął udział w pięciu porwaniach z czego jak sam twierdzi tylko jedno było ''Wielkim Skokiem''. ''Wielki Skok'' był porwaniem waszej księżniczki, czyli mnie. - powiedziałam a wszyscy spojrzeli na niego z wyrzutem.- Spokój. Chciałam was poinformować iż nie był to jego pomysł, aczkolwiek przyczynił się do jego zrealizowania. Nie chcę, aby pomyślano, że stoję po jego stronie, bo staram się z całych sił być graczem neutralnym. Mimo że Niall Horan porwał łącznie ze mną pięć osób... Ale traktował mnie i tamte osoby nie jak worki na śmieci, a jak osoby z wytwornych i zamożnych rodzin nie wliczając braku możliwości wyjścia na świeże powietrze. Wiem, że ów mężczyzna jest dobrym człowiekiem i wcale nie potrzebuje odpokutowywania w więziennej celi. Mimo tego, że uczestniczył w porwaniu pięciu osób chcę mu podarować połowę mojego królewskiego ułaskawienia.- oświadczyłam, a po sali rozległ się pomruk zdziwienia i za razem zachwytu.
- Co to znaczy?- spytał Blondyn.
- To znaczy, że nie musisz odsiadywać kary w więzieniu, ale będziesz ją odsiadywał tu, w pałacu. Gdybym podarowała ci całe ułaskawienie mógłbyś odejść wolno, ale jak już wspomniałam jestem konsekwentną osobą i oto są konsekwencję twojego zachowania. Przez sześć lat będziesz mieszkał w tym pałacu razem ze mną, moją rodziną i całą służbą. Pewnie wydaje ci się, że twoje życie jest piękne, ale jest jedna zasada. Nie wszystko będzie dla ciebie legalne. Jeśli złamiesz kodeks zostaniesz wysłany do więzienia i zostaniesz tam przez cały wyrok, czyli dziesięć lat. Więc pilnuj się zasad. Ogłaszam, że posiedzenie w sprawie osądzenia Niall'a Horan'a o przestępstwa, które popełnił zostało zakończone. Można się rozejść.- powiedziałam i w sali nastąpił nagły rozruch.- Chodź za mną, oprowadzę cię po pałacu i omówimy kodeks.- wyjaśniłam i z dumą utykając ruszyłam do drzwi.
- Może lepiej nie. Nie pozwolę ci narażać stanu twojej kostki na byle oprowadzenie mnie po pałacu. Pokaż mi lepiej gdzie jest twój pokój. Pójdziemy do niego i wytłumaczysz mi kodeks.- odparł stanowczo.
- Dobrze.- powiedziałam i ruszyłam przez korytarz do pokoju, a Niall cały czas dotrzymywał mi kroku. Weszliśmy do mojego świata. Gdy zamknęłam drzwi, od razu przytuliłam się do Blondyna.- Stęskniłam się za tobą, wiesz?- mruknęłam słodko, a on przez chwilę stał zaskoczony.
- Ja za tobą też księżniczko.- uśmiechnął się i też mnie objął. Oderwałam się od niego i położyłam się na łóżku klepiąc obok siebie miejsce, aby dać znać chłopakowi, by położył się obok mnie.
- Gdybyś zachowywał się tak jak Zayn, Louis, czy Harry zostawiłabym cię w więzieniu. Gdybyś był Liam'em do dałabym ci pół łaskę. A że jesteś Niall'em to chciałam dać ci całą łaskę, ale ludzie uznaliby to za niestosowne i niedojrzałe, więc rozumiesz... A jeśli daję pół łaskę to jest obowiązek, że ludzie ułaskawieni muszą być przez co najmniej sześć lat w pałacu, bez niektórych legalizmów. Przepraszam cię, ale to nie ja ustalałam te zasady, tylko mój pradziadek. Jestem głupia mogłam ci dać na przykład miesiąc więzienia. Byłbyś o wiele szczęśliwszy... Ale ze mnie idiotka...- powiedziałam i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
- Nic nie szkodzi. Nie płacz. To nie twoja wina. Chciałaś dla mnie lepiej i nie miałaś czasu na podjęcie decyzji, poza tym perspektywa mieszkania z tobą przez sześć lat pod jednym dachem wcale nie jest zła. To jest znacznie lepsze od choćby minuty w więzieniu.- odparł.
- To znaczy, że się na mnie nie gniewasz?- spytałam z nadzieją w głosie ocierając łzy.
- Ja się nawet nie potrafię na ciebie gniewać.- powiedział i mocno mnie przytulił, co niemal natychmiast odwzajemniłam.- Spokojnie. Nigdzie nie idę... Dopóki nie będziesz chciała, bym wyszedł.
- Nie chcę żebyś wychodził, chcę zostać w tej pozie, bo jest mi bardzo miło i ciepło.- powiedziałam przymykając oczy.
- Słuchaj księżniczko...- zaczął powoli trochę speszony.
- Słucham, słucham.- uniosłam lekko kąciki ust.
- Czy ty coś do mnie czujesz?- zapytał, a ja się zdziwiłam. Spojrzałam na niego, a on był cały oblany rumieńcem i patrzył na mnie lekko zawstydzony.
- Zdecydowanie tak, tylko nie wiem co to jest.- odpowiedziałam i cmoknęłam go w lewy kącik ust, a go przeszedł dreszcz i delikatnie się uśmiechnął patrząc mi w oczy.
Potem zwrócił wzrok na moje usta. Wiedziałam co chce zrobić, ale po chwili znów patrzył mi w oczy, jakby bał się, że gdy mnie pocałuje to wybuchnę. Robienie pierwszego kroku nie leży w mojej naturze, a on jest zbyt speszony.
- Niall...?- spytałam cicho.
- Tak?- równie cicho odparł.
- A czy ty... coś do mnie czujesz?- spuściłam głowę patrząc na wzory, które rysowałam palcem na jego klatce piersiowej.
- Ja... Tak..., ale też nie wiem co to...- odpowiedział.
***
- A to jest pozytywne, czy negatywne uczucie?- zapytała.
- Pozytywne, nawet bardzo...- powiedziałem zaczynając bawić się jej włosami.
- A czy to jest mocne uczucie?- zadała pytanie.
- Tak...- odparłem.
Zakochałem się w niej, odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, a teraz sam przekonałem się co to znaczy. Przyglądałem się dziewczynie rysującej esy floresy na mojej piersi.
- A to uczucie jest w kwiatki czy serduszka?- zaśmiałem się cicho.
- W serduszka.- odpowiedziałem gładząc ją po głowie.
- A różowe, czy czerwone te serduszka?- zachichotała.
- Czerwone.- powiedziałem z lekkim rozbawieniem.
- To zaskakujące, bo moje wygląda dokładnie tak samo.- odparła przymykając oczy.
- A na czym polegają te ''legalizmy'', których nie będę mógł robić?- spytałem.
- Brak alkoholu i papierosów. Narkotyki to nawet nie są legalne, ale oczywiście ich też nie będziesz mógł zażywać.- odpowiedziała.
- To nie problem. Nie przepadam za alkoholem, jedynie na ważne okazję. Nienawidzę papierosów, fajek, cygar i tak dalej i primo nigdy nie ćpałem i nie zamierzam.- odparłem.
- Ach... Hmhnhmnh- powiedziała coś czego nie zrozumiałem.
- Co?- spytałem.
- Nic, nic po prostu głośno myślę...- odpowiedziała rozmarzonym tonem.
- A o czym tak myślisz?- zadałem pytanie.
- Eee... Ja myślałam o... Tej sukience co mam na sobie.- wiedziałem, że skłamała i trochę mnie to zasmuciło, bo to znaczy że ona mi nie ufa, ale postanowiłem, że nie zapytam czemu kłamie.
- Gdybym był dziewczyną, to ożeniłbym się z tą sukienką.- uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? To znaczy że ci się podoba?- zapytała z nadzieją w głosie.
- No raczej. I śmiem sądzić, że na manekinie czy wieszaku nie wyglądała tak dobrze, jak na tobie.- odpowiedziałem, a ona się zarumieniła.
- A ja śmiem sądzić, że powiedziałbyś to każdej dziewczynie.- lekko spochmurniała, ale nie chciała dać tego po sobie poznać.
- No co ty. Komplementuję tylko tych, na których względach mi zależy i tych, na których mi zależy ale już nie chodzi o względy.- powiedziałem.
- A ja... Do której grupy się zaliczam?- spytała.
- To oczywiste, że do tej drugiej.- odparłem, a ona usiadła na przeciwko mojej wpół leżącej osoby.
- Naprawdę? Zależy ci na mnie...?- drugie zdanie powiedziała w lekkim zamyśleniu patrząc na swoją wyhaftowaną poduszkę.
- Nie tyle co mi na tobie zależy, ale gdyby cię teraz zabrakło to nie mógłbym normalnie funkcjonować.- powiedziałem drapiąc się po tyle głowy.
- Żartujesz sobie ze mnie tak?- zapytała z lekkim wyrzutem.
- Ja z ciebie... Co? Nie! W życiu z ciebie nie żartowałem i teraz też tego nie robię.- odparowałem.
- Aha... To miłe z twojej strony...- powiedziała trochę smutna i speszona, łapiąc prawą ręką lewe przedramię.
- Przepraszam.- mruknąłem prostując się.
- Za co? To ja powinnam przeprosić.- zobaczyłem, że do jej oczu napływają łzy, a potem jedna spłynęła zostawiając mokrą linię na jej policzku. Przytuliłem ją, co natychmiast odwzajemniła.
- Przepraszam za to, że moje słowa sprawiły, że wzięłaś to jako żart. I przepraszam za to, że przeze mnie płaczesz. A ty nie masz za co przepraszać, bo nic takiego nie zrobiłaś. Poza tym przepraszam cię jeszcze za to, że cię porwałem, że nie traktowałem cię tak jak powinnaś być traktowana. Ogólnie to przepraszam za mnie i moje zachowanie.- powiedziałem.
- To nic takiego... A ja przepraszam za to, że wzięłam twoje słowa jako żart i za to, że to przeze mnie będziesz siedział przez sześć lat tutaj... Jestem beznadziejna...- mruknęła i rozpłakała się na dobre.
- Nie płacz. To nie twoja wina. Jak już mówiłem perspektywa mieszkania z tobą jest znacznie lepsza niż więzienie. Nie martw się, będzie dobrze.- odparłem i zacząłem ją głaskać po głowie na uspokojenie.
- Mam taką nadzieję.- szepnęła i mocniej się do mnie przytuliła.
Chciałbym jej powiedzieć co do niej czuje, ale jak większość ludzi boję się odrzucenia. Poza tym ja jestem marnym facetem bez grosza przy duszy, nie jestem ani przystojny ani miły, w ogóle jestem do niczego, a zakochałem się w dziewczynie, która może mieć każdego. Jest śliczna, mądra, do tego wszystkiego płynie w niej królewska krew. I ja mam walczyć o względy u kogoś takiego? To jest po prostu niedorzeczne... A teraz będę się z nią spotykał dzień w dzień przez sześć lat. Codziennie będę w niej coraz bardziej zakochany. A jak sobie kogoś znajdzie to chyba mi serce pęknie. W ogóle nie pasuję do takiego towarzystwa...
- O czym myślisz?- zapytała.
- O tym, że w ogóle tutaj nie pasuję.- odparłem bezmyślnie.
- Dlaczego?- zdziwiła się.
- Znasz mnie już trochę i wiesz, że nigdy nie miałem okazji, by gościć w takich warunkach. Sama wiesz, że urodziłem się w biednej rodzinie, w biednym miasteczku... Wszyscy wkoło mnie mieli przynajmniej normalne jedzenie... U nas śniadaniem, obiadem i kolacją był chleb z jakimś twarogiem i woda lub mleko... Czułem się wtedy jak piąte koło u wozu... Byłem chyba najbiedniejszym dzieciakiem w całym Mullingarze... Nie miałem przyjaciół... Wyśmiewano się ze mnie... Zawsze byłem do niczego... Z resztą nadal się tak czuję... Jestem teraz w miejscu, o którym w dzieciństwie nawet nie śmiałbym marzyć... Więc sama rozumiesz chyba o co mi chodzi...
- Niall... Kurczę... Ja nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić... Od dziecka wszyscy mi powtarzali, że jestem ważna, bogata i piękna, ale zawsze żałowałam, że nie mogę się bawić z innymi, że wszędzie muszę chodzić z ochroniarzami... Nigdy nie mogłam poczuć się wolna... A przy tobie moja sytuacja to pikuś... Obiecuję, że już nikt cię nie będzie źle traktował. Wiesz co... Wpadł mi pewien pomysł do głowy.- puściła mnie i pokuśtykała po telefon. Wpisała numer i gdzieś zadzwoniła.- Halo? Cześć Howard słuchaj potrzebny mi transport do Mullingaru, w miarę szybki załatwisz to? Mhm. Jasne, dzięki. Na razie.- odłożyła komórkę z powrotem na biurko, odwróciła się do mnie, potarła ręce i ruszyła w moją stronę.- Więc sytuacja wygląda tak, jedziemy do Dublina, stamtąd pociągiem do Mullingaru, a potem idziemy do ciebie do domu.- oznajmiła radośnie.
- Ale jak to, po co?- zdziwiłem się.
- No jak to po co? Żeby odwiedzić twoją rodzinę!- uśmiechnęła się do mnie.
- Naprawdę? Jesteś niesamowita!- krzyknąłem i mocno ją uściskałem.
- Dziękuję.- odparła.
- To ja dziękuję, kiedy tam lecimy?- spytałem, a ona uśmiechnęła się tajemniczo.
- Hmmm... Niech pomyślę, kiedy mam wolny czas... O już wiem! Teraz.- powiedziała.
- Serio?- byłem taki szczęśliwy, że gdybym się nie powstrzymał to bym ją pocałował.
- Jasne. Chodź, Howard powiedział, że odrzutowiec już czeka.- odparła i uśmiechnęła się promiennie.- Pozwolisz tylko, że się przebiorę?- spytała.
- Po co? W tym wyglądasz idealnie.- zarumieniła się.
- Skoro tak uważasz, to nie będę się przebierać.- uśmiechnęła się nieśmiało.
- Bardzo ci dziękuję.- przytuliłem ją ponownie i pocałowałem w policzek.
- Nie ma za co. Poza tym chciałbym zobaczyć twoje rodzinne miasteczko.- uśmiechnęła się zarumieniona.
- Pokażę ci kilka fajnych, a za razem moich ulubionych miejsc.- powiedziałem.
- Cieszę się. To miło z twojej strony.- odpowiedziała.
- To jak, idziemy?- uniosłem brwi.
***
- Jasne.- odparłam - Przypomniała mi się jeszcze jedna regułka z kodeksu. Nie możesz nigdzie wychodzić, w tym przypadku beze mnie. W sensie sam na miasto, czy za granicę. Jeśli będziesz chciał coś takiego zrobić, to muszę być przy tym. Chyba, że będę miała jakąś ważną sprawę, wtedy dostaniesz jakiegoś z moich ochroniarzy, albo wyjątkowo będziesz mógł pójść sam. Oczywiście w pałacu możesz czuć się jak u siebie w domu. Przepraszam, ale takie są prawa.- wyjaśniłam.
- A dlaczego akurat bez ciebie?- spytał.
- Bo ja cię ułaskawiłam, a to znaczy, że jestem odpowiedzialna za wszystko co robisz, gdzie idziesz, co mówisz, więc postaraj się nie robić i mówić głupot. Ok?- powiedziałam pytająco.
- Ok.- odparł.
- To chodźmy, bo Howard się już pewnie niecierpliwi.- chwyciłam kule i wyszłam z pokoju z rozpromienionym Niall'em dotrzymującym mi kroku.
- Nie mogę się doczekać, a jednak się boję.- powiedział prawie niesłyszalnie.
- Czego się boisz, to twoja rodzina. Poza tym raczej twoi starzy "znajomi" zmądrzeli i już nie będą ci dokuczać prawda?- zapytałam.
- Nie tego się boję. Boję się tego, że moja mama nie będzie chciała mnie już znać po tym co zrobiłem tym ludziom i tobie... To boli.- powiedział.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- próbowałam go pocieszyć.
- Z jednej może mnie nienawidzić za to co zrobiłem, a z kolei z drugiej może się cieszyć, bo z tym przestałem i nie siedzę w kiciu. Nie próbuj mnie pocieszać, bo to i tak nic nie da. Jestem realistą i to, że ktoś mi powie "wszystko będzie dobrze'' nic nie zmieni. Przykro mi...- odpowiedział.
- No dobrze... Ale mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze.- powiedziałam.
- Dziękuję.- odparł.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za wszystko.- wyjaśnił.
Już więcej nikt się nie odezwał. Niall cały czas szedł obok mnie. Między nami tkwiła dość niezręczna cisza, której ani razu od początku znajomości nie było. Zaczęłam myśleć o tym jakby to wyglądało, gdybyśmy byli w związku... Trudno mi to sobie wyobrazić, bo on (nie licząc porwań) jest po prostu chodzącym ideałem. Gdy tylko go zobaczę mam motylki w brzuchu. Teraz będziemy się przez 6 lat codziennie widywać... Ciekawa jestem jakby wyglądało moje życie, gdym nie została przez niego porwana... Czy los znów postawiłby go na mojej drodze?



