2014-10-18

Chapter 3

*Następnego dnia*

 Na początku w sumie śniły mi się koszmary, a potem ten sam sen co wczoraj:
" ...Obezwładniał, sprawiał, że kolana się pode mną ugięły i zaczęły dygotać. Ujął moją głowę, w swoje duże dłonie. Ja swoją ręką dotknęłam jego. Zaczął zbliżać do siebie nasze twarze. Oboje lekko przechyliliśmy głowy w bok i rozchyliliśmy usta. Już mieliśmy się pocałować, kiedy znowu zaczęło padać. Spojrzałam w górę, tym razem nie była to taka ulewa jak wtedy, tylko ciepły, letni deszcz. Zawsze marzyłam o tym, by odbyć pierwszy pocałunek w takich warunkach. Wykonaliśmy jeszcze raz te same czynności, tym razem nic już nam nie przeszkodziło. Trwaliśmy w namiętnym, aczkolwiek delikatnym pocałunku. Napawałam się tą chwilą. Nagle usłyszałam czyiś głos. Pomyślałam, że mi się jednak przesłyszało i postanowiłam nie przerywać tej cudownej czynności. Oderwaliśmy się od siebie. Złączył nasze ręce i ruszyliśmy prosto, przez środek drogi. " Obudziłam się, ale jeszcze nie otworzyłam oczu. Poczułam, że coś leży na mojej talii, ale nie chciało mi się ruszyć nawet ręką, by sprawdzić, co to. W końcu pomyślałam sobie, że kiedyś i tak będę musiała wstać, więc czemu by nie zrobić tego teraz. Leniwie się przeciągnęłam i otworzyłam oczy. Chciałam się położyć na plecy, ale to coś mnie zablokowało. Spojrzałam na moją "blokadę" i ku mojemu zdziwieniu był to obejmujący mnie w pasie Niall. " Wygląda słodko, kiedy śpi..." pomyślałam, poza tym to bardzo miłe uczucie być opatulonym, przez silne, ciepłe, męskie ramiona. Odwróciłam się twarzą do niego i wtuliłam się w jego nagi tors, który swoją drogą był dobrze wyrzeźbiony. Zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, że ta ręka blondyna, która leżała na mojej talii podnosi się, a chwilę później tą samą dłonią odgarniał mi włosy z twarzy. W tym momencie się uśmiechnęłam i otworzyłam oczy.
- Witam śpiącą królewnę.- uśmiechnął się.
- Bon jour monsieur.- ponownie wyszczerzyłam ząbki.
- To na co masz dziś ochotę.- zapytał.
- Hmmm... A więc tak. Zacznijmy od tego, że chcę, abyście mnie wypuścili, odwieźli do domu całą i zdrową i nie zmuszali przy tym moich rodziców do odkupu, co ty na to?- spytałam.
- Ehhh... Wiesz, że tego nie mogę zrobić... Pytałem na co masz ochotę na śniadanie.- zadał pytanie.
- Zawsze warto spróbować... Na śniadanie... To w takim razie niech będzie... Wiem! Chcę naleśniki z syropem klonowym, ale pamiętaj żadnego nabiału.- aż mi oczy zabłysły, gdy wpadłam na ten pomysł.
- Da się zrobić. Wrócę za dwadzieścia minut.- posłał mi uśmiech i wyszedł.
- Pysznie.- powiedziałam sama do siebie zamykając oczy i wyobrażając sobie danie. Nagle usłyszałam stukanie. Podeszłam do zasuwki i ją odsunęłam.
- Hej. Jak tam, wyspana?- spytała Erin.
- Tak, a ty?- odpowiedziałam
- Też, nie wiem jak ty, ale jak dla mnie to oni są bardzo niedoświadczeni, a przynajmniej ten blondyn, który był u ciebie.- odparła.
- On jest nowy, ale brał już udział w kilku porwaniach.- oznajmiłam.
- A więc to tak... Z kolei ten cały Harry, nie dość, że nieodpowiedzialny, to jeszcze arogancki, bezczelny i bardzo napalony...- przygryzła wargę
- Podoba ci się.- zauważyłam.
- Eee... Wcale, że nie! Po prostu... nic. Nie podoba mi się i tyle.- odpowiedziała bardzo pewna siebie.
- Tylko winny się tłumaczy...- powiedziałam z triumfem w głosie i puściłam jej oczko.
- Ehh... To nie prawda... Dobra. Słuchaj, mam pomysł jak stąd uciec.- odparła szeptem.
- Nie teraz... Słyszę kroki.- zasunęłam klapę i rzuciłam się na łóżko i wzięłam w ręce książkę, jakby nigdy nic.
- Co czytasz?- spytał wchodzący do pokoju Niall.
- Emm... Ciekawą książkę.- skłamałam, a blondyn do mnie podszedł.
- Do góry nogami?- zdziwił się.
- Czasami... Czasami lubię poczytać do góry nogami, bo... Czekaj, czekaj... Czy ja czuję naleśniki?- zapytałam.
- A i owszem.- ulżyło mi, gdy to powiedział, bo ja nie zbyt potrafię kłamać. Podał mi talerz i osobno syrop klonowy. Polałam naleśniki i wzięłam pierwszego gryza.
- Pycha. Są genialne.- powiedziałam z zachwytem.
- Naprawdę?- złapał się za kark.
- Jasne!- odparłam.- Ej, a może zjesz ze mną co? Sama nie dam rady.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Ja nie wiem... To twoje śniadanie...- odpowiedział wahając się.
- Niall nie daj się prosić.- zrobiłam oczy kotka ze shrek'a.
- No... Dobra... Niech ci będzie.- powiedział i usiadł obok mnie. Po zjedzonym śniadaniu Niall wyszedł, a ja ubrałam się i odsunęłam zasuwkę.
- Więc tak. Drzwi otwierają się na zamek elektryczny. W obu pokojach kod jest taki sam, bo widziałam jak do ciebie wchodził blondyn, to wystukiwał to samo co Harry. Dzięki naszemu wyposażeniu możemy podłączyć się do ich sieci i odblokować zamki. Na korytarzu są kamery, które nie widzą całej ściany, na której są drzwi. Uda nam się uciec tylko mocno do niej przylegając. Potem oprócz płotu nie ma już żadnych zabezpieczeń. Jeśli nam się uda, to możemy to zrobić nawet dziś w nocy. Potrafisz przechodzić przez płot?- spytała, a ja skinęłam głową na tak.- To świetnie. O pierwszej trzydzieści zaczynamy akcję.- wytłumaczyła mi wszystko. Poszłam się zdrzemnąć, by w nocy być wypoczętą.

***

Spojrzałam na zegarek. Była 01.15. Stuknęłam cicho trzy razy w płytkę, a ona prawie natychmiastowo się odsunęła.
- Jestem gotowa. Możemy zacząć już teraz.- powiedziała Nathalie.
- Ok. To zaczynamy.- odparłam.
Podeszłam do cienkiej metalowej klapki przy drzwiach. Delikatnie podważyłam ją scyzorykiem, który dostałam kiedyś od taty. Oderwałam klapkę i podłączyłam jeden z kabli do komputera. Szybko udało mi się odblokować system. Po chwili byłam już poza pokojem. Odblokowałam drzwi księżniczki i uciekłyśmy przez boczne wyjście, którymi wprowadził mnie tu Harry. Zaczęłyśmy biec jak tylko najszybciej się da, bo zobaczyłyśmy zapalające się światło. Po jakimś czasie byłyśmy już bardzo daleko. Nagle otoczyło nas kilku ubranych w moro mężczyzn.
- Erin?- zapytał jeden z nich, a po głosie poznałam, że to Nathan.
- Nathan?- spytałam i rzuciłam się na brata.
- Kim jest twoja koleżanka? Niezła z niej dupa.- zapytał mnie szeptem.
- To Nathalie Windsor.- odparłam.
- Znalazłaś księżniczkę?!- zadał pytanie prawie krzycząc.
- Cicho bądź! Prawdopodobne jest to, że szukają nas porywacze, więc lepiej chodźmy szybko do siedziby.- powiedziałam głośnym szeptem.
Znów zaczęliśmy biec. Po kilkunastu sekundach byliśmy już w ciepłej bazie. Powitałam wszystkich i weszłam do swojego biura.
- Tak w ogóle to czym się zajmujesz Erin?- spytała Nathalie, gdy weszła za mną.
- Jestem dowódcą młodszej i mniej zdolnej grupy CIA, którą szkolę.- odparłam.
- Dużo ci za to płacą?- spytała.
- Około pięciu tysięcy miesięcznie, a jeśli uda mi się poprowadzić jakąś dobrą akcję, to czasem dostaję nawet dziesięć tysięcy. Dzięki tobie dostanę prawdopodobnie jeszcze więcej.- uśmiechnęłam się do niej.
- Czyli za odnalezienie mnie dostaniesz podwyżkę, albo premię?- zadała pytanie.
- Wolałabym podwyżkę, ale większa premia też nie zaszkodzi. W końcu narażałam życie i możliwość zostania uwięzionej, by ratować samą księżniczkę. A to wszystko, dzięki nieodpowiedzialności Harry'ego.- odparłam sprzątając z biurka.
- Czyli moje porwanie przyczyniło się do tego, że ty zdobędziesz nagrodę?- zapytała.
- Mniej więcej. A czemu tak wypytujesz?- spytałam.
- A tak z ciekawości.- posłała mi uśmiech.- A dlaczego akurat ty mnie uwolniłaś, a nie na przykład ten Nathan, z którym się przed chwilą witałaś?
- Ehhh... To nie jest takie proste, poza tym to dość długa historia...- odparłam z westchnieniem.
- Chętnie posłucham, mamy całą noc.- wyszczerzyła ząbki.
- Nie, nie mamy. Musisz się wyspać, bo jutro odwożę cię do twojego pałacu i znowu będziesz rządzić i robić te wszystkie księżniczkowe rzeczy, które robią księżniczki.- odparłam chłodniejszym tonem.
- No dobrze... To gdzie mam spać?- spytała smutnym głosem i złapała prawą dłonią lewe przedramię.
- Chodź, zaprowadzę cię.- odparłam i wyszłam z gabinetu, a ona ruszyła za mną.
Weszłam do pokoju, w którym na co dzień spałam ja z Nathan'em. Było tam jedno łóżko dwuosobowe i jedno pojedyncze. Wskazałam jej podwójne łóżko. Usiadła na nim i spojrzała w podłogę. Dałam jej dresy i koszulkę. Rzuciłam krótkie ''dobranoc'' i wyszłam.

***
*Kilka godzin później*

- Jak to kurwa uciekły?!- krzyknął Harry.
- No po prostu... Nie ma ich...- odparłem cicho.
- Jakim cudem?!- tym razem dało się słyszeć podniesiony głos Louisa.
- Nie jestem wróżką, nie mogę wiedzieć wszystkiego!- powiedziałem głośno i stanowczo.- Poza tym to nie była moja warta tylko Zayn'a.- dodałem.
- Więc Zayn jakie masz alibi?- spytał Liam.
- Wyszedłem zapalić, nie wiedziałem, że akurat w tym momencie uciekną...- podrapał się po głowie.
- Ok. Każdemu się zdarza... Najgorsze jest to, że mogą nas wydać...- powiedziałem trochę ciszej niż inni.
- Wiecie co...? Skoro mamy tak późną godzinę...- Harry z tajemniczym spojrzeniem potarł ręce.
- Nie. Chłopaki... Ja się wycofuje z branży... To nie dla mnie... Nie nadaję się do tego...-mruknąłem.
- Co proszę?!- krzyknęli wszyscy na raz.
- Nie bójcie się... Nie wydam was. Wszystkie możliwe kontakty z wami zostawię tu. Sorry, ale ja tego nie wytrzymam psychicznie.- wyjaśniłem i wyszedłem lekko trzaskając drzwiami.
Szedłem przez ciemny las w stronę ulicy. Po chwili byłem już na drodze i kierowałem się w stronę Londynu. Na niebie zaczęły się pojawiać pierwsze promienie jesiennego słońca. Byłem strasznie zmęczony, bo przez kilkanaście godzin nie spałem. Usłyszałem nadjeżdżający samochód. Odwróciłem się i pomachałem ręką w geście ''podwieź mnie". Samochód stanął. W środku siedzieli starsza kobieta i mężczyzna. Facet wysiadł i kiwnął głową, żebym wsiadał. Zapytał tylko dokąd jadę i więcej się już nie odzywał. Oglądałem krajobrazy za oknem i w pewnym momencie zauważyłam idącą po drodze dziewczynę. Poprosiłem, żeby się zatrzymali. Wysiadłem, a oni pojechali dalej. Podszedłem do niej. Po chwili poznałem, że to Nathalie.
- Gdzie idziesz?- spytałem wyrównując z nią krok.
- Do Londynu, a ty?- spojrzała na mnie.
- Też. Wiesz, że to jeszcze piętnaście kilometrów?- powiedziałem.
- Tak wiem. Lubię chodzić, więc mi to nie przeszkadza. Jeśli chcesz mnie jeszcze raz porwać, to się nie krępuj i tak teraz dużo nie zdziałam, bo jestem mega niewyspana...- odparła.
- Nie zamierzam cię porywać. Skończyłem z tym i odszedłem z branży.- wyjaśniłem.
- Naprawdę?- zdziwiona spojrzała na mnie.
- Na sto procent.- odpowiedziałem.
- Co teraz zamierzasz?- zapytała.
- Zamierzam zgłosić się na komisariat, bo mnie dręczy poczucie winy.- wzruszyłem ramionami jakby nigdy nic.
- Jesteś inny niż tamta czwórka... Dlaczego?- spytała.
- Sam nie wiem, mam po prostu inny charakter i więżenie ludzi to nie w moim stylu, dlatego postanowiłem odpokutować moje złe czyny.- wyjaśniłem.
- Wow... W życiu bym nie powiedziała, że któryś z was sam od siebie pójdzie do więzienia...- powiedziała i zadrżała.
- Zimno ci?- spytałem.
- Tak trochę, ale to nic dam sobie radę.- odpowiedziała i założyła włosy za ucho.
- Nie pozwolę ci marznąć. Masz.- powiedziałem i podałem jej swoją bluzę.
- Nie wezmę jej, bo tobie będzie zimno.- odparła i lekko odepchnęła ciuch od siebie.
- Nawet jeśli mi będzie zimno, a sądzę, że nie będzie, nie mogę pozwolić, by dziewczyna marzła. Czy biedna, czy bogata, czy brzydka, czy ładna, czy miła, czy wredna, nie pozwolę, by jakakolwiek kobieta w moim towarzystwie marzła.- oznajmiłem stanowczo i ponownie podałem jej bluzę.
- No dobrze, ale jak tobie się zrobi zimno, to ci ją oddam.- mruknęła.
Szliśmy w ciszy ramie w ramię. Podobało mi się to. Zrobiliśmy sobie mały postój. Zjedliśmy po kanapce, które Nathalie miała w plecaku. Potem ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem, że ona znów zatrzęsła się z zimna. Mi z kolei było dość ciepło. Nie wiedziałem co zrobić, żeby mniej marzła. Objąłem ją delikatnie ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
- Cieplej?- spytałem.
- Mhm.- przytaknęła i ziewnęła.
- Jesteś bardzo zmęczona...- powiedziałem i wziąłem ją na ręce, mimo że sam byłem zmęczony, ale to dla mnie nie był kłopot, bo ona jest wręcz lekka jak piórko.
- Niall puść mnie. Mogę iść sama... Poza tym nie chcę żebyś się męczył niosąc taki ciężar jakim jestem ja...- powiedziała i zeszła.
- Ty ciężarem? Po pierwsze jesteś strasznie leciutka, a po drugie nie mogę pozwolić na to, by sama księżniczka się męczyła... Chociaż wejdź na barana.- poprosiłem.
- Ale to tak nie fajnie... No bo ty oddajesz mi bluzę i jeszcze chcesz mnie dźwigać... Nie, dam radę iść sama...- oznajmiła.
- Nalegam.- powiedziałem.
- Nie... Nie przemęczaj się i chodź.- odparła, zrobiła krok i upadła.- Auć...
- Co się stało?- zapytałem z lekkim strachem, że mogła sobie coś zrobić.
- Nic, po prostu krzywo stanęłam...- odpowiedziała i wstała z moją pomocą- Noga mnie trochę boli, ale jest Ok.- dodała.
- Dasz radę iść?- spytałem.
- Jasne.- odparła i ruszyła mocno utykając.
- O nie, tak dobrze nie ma. Zbyt mocno utykasz.- powiedziałem i wziąłem ją na ręce.
- Ale ja dam sobie radę, nie musisz mnie nosić...- odpowiedziała.
- Nie, będę cię nosił, dopóki nie dojdziemy do jakiegoś szpitala i nie sprawdzą co z twoją nogą.- oznajmiłem stanowczo.
- Ehhh... W takim razie jestem ci winna przysługę.- odparła i założyła ręce na mojej szyi.
Pocałowała mnie w policzek, a ja się zarumieniłem, co mogłem wywnioskować z tego, że pieką mnie policzki i z jej chichotu. Po chwili księżniczka już smacznie spała na moich rękach. '' Wygląda słodko, gdy śpi...'' pomyślałem i dalej maszerowałem.

* Dwie godziny później *

Doszedłem właśnie do jakiegoś Londyńskiego szpitala. Wszedłem do środka. Korytarze świeciły pustkami, tylko w recepcji stała pani, która zapisywała coś w komputerze.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła i spojrzała na mnie, a potem na śpiącą Nathalie.- Co z nią?
- Chyba skręciła kostkę.- odparłem.
- Aha... To obudź ją i usiądźcie sobie tam, a ja zaraz wyślę lekarza. Tylko jeszcze zapytam o imię i nazwisko twoje i twojej dziewczyny.- powiedziała.
- Ja to Niall Horan, a ona to Nathalie Windsor.- odparłem.
- Jej wysokość Księżniczka Nathalie Windsor?- spytała ze zdziwieniem.
- Tak, to właśnie ona.- odpowiedziałem.
- To wielki zaszczyt gościć tu samą księżniczkę, ale mniejsza o to. Usiądźcie i zaczekajcie moment.- powiedziała.
Odszedłem od recepcji i usiadłem na plastikowym krzesełku. Próbowałem delikatnie obudzić Nathalie i w końcu mi się udało. Poza tym spodobało mi się, że recepcjonistka pomyślała, że jesteśmy parą. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dziewczyna się przeciągnęła i ziewnęła. Spojrzała na mnie i jej kąciki ust też się uniosły.
- Jak długo spałam?- spytała.
- Tak z dwie i pół godziny...- zamyśliłem się.
- I ty mnie aż tyle taszczyłeś, bez odpoczynku?!- prawie krzyknęła.
- Nie no zrobiłem sobie dwie czy trzy przerwy...- odparłem.
- Tak mało? I przez cały czas mnie niosłeś?- spytała.
- No tak, a co miałem cię zostawić na drodze? Po pierwsze to nie leży w mojej naturze, po drugie to nie był problem, by cię tu przynieść, a po trzecie i najważniejsze polubiłem cię, a jak się kogoś lubi, to się go nie zostawia na pastwę losu prawda?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Hm... Słodki jesteś, wiesz?- powiedziała z uśmiechem i ugodziła mnie pocałunkiem w policzek, a ja prawie natychmiast się zarumieniłem.
- Nikt mi nigdy tego nie powiedział...- odparłem lekko speszony.
- Jej wysokość Nathalie Windsor?- spytał lekarz, który stanął nad nami.
- Wystarczy Nathalie.- posłała doktorowi lekki uśmiech.
- To zaszczyt gościć panią w naszym szpitalu. Zapraszam na salę.- powiedział.
- Chodź, pomogę ci.- zaproponowałem i znów wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali.
- Dzięki, nie musiałeś...- mruknęła.
- Ale chciałem.- wyjaśniłem i uśmiechnąłem się do niej.
- Dzięki.- odwzajemniła lekko mój uśmiech.
- To zaszczyt nosić cię na rękach.- zaśmiała się.
- Spoko.- odparła i z moją pomocą usiadła na łóżku operacyjnym.
- A więc, co się stało panno Nathalie?- spytał lekarz.
- Wygląda na to, że skręciłam kostkę.- powiedziała.
- Czy mogę ją obejrzeć?- zapytał lekarz.
- Jasne... Auć...- syknęła z bólu ściągając but.
- Poważna sprawa... Musimy pannę przenieść na rentgen.- odparł, a ja po raz kolejny dzisiaj wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sali rentgenowskiej. Lekarz zrobił kilka zdjęć i powróciliśmy na poprzednią salę.
- I co z moją nogą?- spytała grzecznie.
- Skręcenie drugiego stopnia.- odparł doktor przyglądając się zdjęciu.
- To znaczy?- zadała pytanie.
- Dochodzi do częściowego rozerwania więzadeł. Charakteryzuje się umiarkowanym wylewem krwawym, obrzękiem, tkliwością uciskową, bólem przy ruchach stawem, utratą funkcji oraz nieznaczną wiotkością.- odpowiedział bezinteresownie.
- Czyli?- nie zrozumiała wypowiedzi uczonego, ale ja wiedziałem o co chodzi.
- To znaczy, że przez jakiś czas, dopóki się nie polepszy będziesz musiała nosić tylko płaskie buty i chodzić o kulach.- wyjaśniłem.
- Aha. Da się zrobić.- powiedziała.
- W takim razie założę pannie opatrunek i będzie mogła pani wrócić do domu.- jak powiedział, tak zrobił.
Gdy już wszystko było gotowe Nathalie dostała kule, wypis i mogła wyjść ze szpitala. Pomogłem jej opanować sztukę chodzenia o kulach. Zadzwoniłem po taksówkę. Po dziesięciu minutach przyjechał żółty pojazd. Pomogłem dziewczynie wejść do środka. Podała kierowcy adres, który ma jechać. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Zauważyłem, że niedaleko jest komisariat policji. Pomogłem jej wyjść co sam też zrobiłem. Odprowadziłem ją do drzwi. Gdy zniknęła we wnętrzu ogromnego pałacu ruszyłem na przeciwną stronę ulicy, by pójść na policję. Na miejscu zastałem kilku policjantów. Podszedłem do lady, za którą siedziała nieco otyła sekretarka.
- Dzień dobry.- przywitałem się.
- Dzień dobry.- odparła nieco zbita z tropu. Najwyraźniej rzadko ktoś się do niej odzywa.
- Do kogo mam pójść, aby zgłosić się na policję?- spytałem.
- Sam siebie...? Mniejsza o to... Przez korytarz, drugie drzwi po prawej.- powiedziała i wróciła do swojej pracy. Ruszyłem w danym kierunku, zapukałem trzy razy, usłyszałem stłumione "proszę" i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.- powiedziałem.
- Dzień dobry.- odpowiedział komendant z papierosem w kąciku ust.
- Chciałem zgłosić się na policję.- powiedziałem.
- Tak? A co takiego zrobiłeś?- zapytał zaciekawiony.
- Jestem jednym z porywaczy księżniczki.- odparłem ze stoickim spokojem.
- I przychodzisz tu tak po prostu, spokojnie, jakby nic ci nie groziło?- zastanowił się.
- Tak. Reszta puściła mnie wolno, bo obiecałem, że zerwę z nimi wszystkie kontakty i ich nie wydam na policji. Nie łamię danych obietnic. A sam przyszedłem się zgłosić, ponieważ zrozumiałem, że to nie jest zawód dla mnie, niepotrzebnie się w to wszystko pakowałem i teraz sumienie mi nie daje spokoju, więc przyszedłem odpokutować swoje złe uczynki w więzieniu.- powiedziałem nadal zachowując spokój, bo nie miałem powodu, by odczuwać jakiekolwiek emocje, które by mi ten spokój zakłóciły.
- W takim razie chodź za mną.- powiedział komendant i ruszył do drzwi umieszczonych naprzeciwko jego gabinetu. Była to sala przesłuchań. Zasiadł na dużym kręconym fotelu i skinieniem kazał mi usiąść na wprost niego.- Więc ilu was jest?- spytał
- Chciał pan chyba zapytać ile nas było... Teraz ja jestem sam a ich została czwórka.- odparłem.
- W ilu porwaniach brałeś udział?- zapytał.
- W pięciu.- odpowiedziałem.
- Kim były ofiary?- kolejne pytanie z jego strony.
- Mniej znane w Anglii osobistości takie jak Margaret, polska piosenkarka, mało kto u nas o niej mówi. Porwanie księżniczki nazwałem Wielkim Skokiem i to był jedyny taki skok w moim życiu. Już nigdy więcej nie zamierzam schodzić pod żadnym pozorem na ścieżkę przestępstwa.- opowiedziałem.
- Co się działo potem?- spytał.
- Dzisiaj w nocy postanowiłem, że odchodzę i idę odsiedzieć swoją karę. Idąc do Londynu ponownie spotkałem Nathalie Windsor, która zmarznięta i zmęczona szła drogą. Potem potknęła się i skręciła kostkę, przez dwie i pół godziny szedłem z nią na rękach w stronę Londynu. Byłem razem z nią w szpitalu, gdzie założyli jej opatrunek na nogę. Później zamówiłem taksówkę i odprowadziłem ją do domu, a następnie przechodząc przez ulicę dotarłem tutaj.- powiedziałem.
- Ciekawa historia. Czy gdybym teraz zadzwonił do księżniczki potwierdziłaby ona twoją wersję wydarzeń?- zapytał.
- Jestem w stu procentach pewny, że jej wersja zdarzeń brzmiałaby podobnie. Jeśli mi pan nie wierzy proszę do niej zadzwonić, ja nie mam nic więcej do ukrycia.- odparłem.
- No dobrze. W takim razie jeszcze dwie bardzo istotne rzeczy, a mianowicie jak się nazywasz i ile masz lat?- zadał pytanie.
- Jestem Niall Horan i mam 20 lat.- odpowiedziałem.
- Widzę w twoich oczach, że mówisz prawdę. Posiedzisz więc w więzieniu tylko cztery lata, a nie dziesięć, jak przewiduje twój wyrok. Za tydzień odbędzie się rozprawa w pałacu. Wtedy ostatecznie zostaniesz aresztowany.- wyjaśnił.
- A co się ze mną stanie przez ten tydzień?- zapytałem.
- Zostaniesz umieszczony w więzieniu tymczasowym.- odparł komendant.
- Dobrze. W takim razie proszę mnie tam zaprowadzić, bo i tak nie mam co ze sobą zrobić.- poprosiłem.
Policjant zaprowadził mnie do niezbyt zaludnionego, tymczasowego więzienia. Przydzielili mi wolną celę:





Oto jej wygląd. Niezbyt przytulnie, ale to w końcu więzienie. Przynieśli mi poduszkę, koc, mydło i tak dalej. Pościeliłem swoje łóżko i położyłem się na nim, by się chociaż chwilę przespać, bo wczorajszym i dzisiejszym dniu.

* 6 dni później *

To już jutro. Nie mam pojęcia, jak mam się ubrać. Nie wiem, kto tam będzie i jeszcze ta moja boląca kostka. Jedno jest pewne. To ja muszę zdecydować ile Niall będzie siedział w więzieniu. Nie jestem przygotowana na to wydarzenie. Ani psychicznie, ani fizycznie. Podjęłam już decyzję i zdania pod żadnym, choćby najgorszym względem nie zmienię. Poszłam do swojej garderoby, by wybrać odpowiedni strój. Jutro to ja zasiądę na tronie, to ja zadecyduję o losie tego chłopaka, to ja muszę wyglądać poważnie, dziewczęco, a jednak nie mogę wyglądać ani wyzywająco, ani zbyt kolorowo, ani zbyt staro. Przede wszystkim muszę wybrać coś co spełnia te wszystkie normy i muszę się w tym podobać Niall'owi. Uśmiechnęłam się na samą myśl o Blondynie. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Zaczęłam przeszukiwać moją garderobę oczami wyobraźni. Czego jeszcze nie miałam na sobie, co się nie nadaje, co już wyszło z mody. Nie mogłam znaleźć żadnego odpowiedniego stroju na tę okazję. To oznacza, że najwyższy czas udać się na shopping. Każda komórka mojego ciała zaczęła się niemiłosiernie radować. Uwielbiam zakupy. Potem pomyślę o makijażu i fryzurze. Teraz liczy się sukienka i buty do niej. Poprosiłam mojego szofera, aby zawiózł mnie na Bond Street. Odszukałam wzrokiem mój ulubiony sklep i ruszyłam do niego najszybciej jak tylko mogłam sobie na to pozwolić. Weszłam do środka i od razu otulił mnie znajomy świeży, truskawkowy sapach. Rozglądałam się po sklepie nie mogąc znaleźć niczego odpowiedniego na to wydarzenie. Po długim wchodzeniu po schodach dotarłam wreszcie na drugie piętro. Był to mój ulubiony dział w tym sklepie, ponieważ były tam sukienki. Gdy stanęłam na środku korytarza pierwsze co mi się rzuciło w oczy to najśliczniejsza sukienka, jaką kiedykolwiek widziałam. W życiu żadne ubranie nie spodobało mi się tak bardzo jak ta sukienka. Postanowiłam, że to właśnie ją jutro włożę. Znalazłam mój rozmiar co nie było trudnym wyczynem, bo w tym sklepie jest mnóstwo ''xs''. Przymierzyłam. Pasowała jak ulał. Nie wahałam się więc i kupiłam ją. Poszłam jeszcze naprzeciwko po jakieś buty. Kupiłam (moim zdaniem) słodkie buciki i wstąpiłam jeszcze do Gucci'ego po torebkę. Kupiłam kopertówkę, która będzie ładnie kontrastować z resztą teraz czas na biżuterię. Po zrobieniu zakupów udałam się do Starbucks'a. Zamówiłam sobie czekoladowego muffinka i latte. Gdy już się pożywiłam wróciłam do domu, by dobrać fryzurę i makijaż do reszty stroju.

* Następnego dnia *

Strasznie się stresuję, a co dopiero Niall... Ten to ma przechlapane. Jednak ja się cieszę z mojej decyzji. Nie będę musiała mieć potem wyrzutów sumienia, ani nic takiego. Ostatnie poprawki przed lustrem i byłam gotowa do ''walki''.



 Chciałam jak najszybciej mieć to za sobą. Wybiła godzina 12.00, a to znaczy, że za pół godziny mam pozbawić Niall'a wolności, albo wręcz przeciwnie dać mu królewskie ułaskawienie. Jak już kilka razy wspomniałam podjęłam decyzję i nie zmienię zdania. Utykając ruszyłam do sali tronowej, gdzie miałam osądzić Blondyna. Gdy wreszcie doszłam była 12.15, wszyscy się dopiero zbierali. Usiadłam na tronie, a dębowe krzesła zaczęły powoli zapełniać się ludźmi. Jedno siedzenie stojące zupełnie na środku naprzeciwko mnie było przeznaczone dla oskarżonego, czyli w tym przypadku Niall'a. Wkrótce zjawił się i on. Gdy wszystkie miejsca zostały już zajęte i nastała zupełna cisza wstałam.
- Witam wszystkich.- powiedziałam i jak na komendę wszyscy stanęli na baczność, a potem się ukłonili i z powrotem usiedli.- Zebraliśmy się tu dzisiaj w sprawie osądzenia tego człowieka.- mówiąc to wskazałam na Blondyna- Jak pewnie już wiecie ten młody człowiek kilka razy źle postąpił w życiu nieumyślnie, więc za to go nie możemy winić... Ale... Nie jest tak, że osądzę tego ów mężczyznę za nic. Pan Niall Horan zszedł na drogę przestępczą z czego niedawno zrezygnował twierdząc, że chce w więzieniu odpokutować swoje złe czyny i znów być dobrym człowiekiem. Jak wiecie jestem bardzo konsekwentną osobą i nie zostawiam nie rozwiązanej sprawy. Tak więc przejdźmy do rzeczy. Niall Horan przez pewien okres w jego życiu był przestępcą i wziął udział w pięciu porwaniach z czego jak sam twierdzi tylko jedno było ''Wielkim Skokiem''. ''Wielki Skok'' był porwaniem waszej księżniczki, czyli mnie. - powiedziałam a wszyscy spojrzeli na niego z wyrzutem.- Spokój. Chciałam was poinformować iż nie był to jego pomysł, aczkolwiek przyczynił się do jego zrealizowania. Nie chcę, aby pomyślano, że stoję po jego stronie, bo staram się z całych sił być graczem neutralnym. Mimo że Niall Horan porwał łącznie ze mną pięć osób... Ale traktował mnie i tamte osoby nie jak worki na śmieci, a jak osoby z wytwornych i zamożnych rodzin nie wliczając braku możliwości wyjścia na świeże powietrze. Wiem, że ów mężczyzna jest dobrym człowiekiem i wcale nie potrzebuje odpokutowywania w więziennej celi. Mimo tego, że uczestniczył w porwaniu pięciu osób chcę mu podarować połowę mojego królewskiego ułaskawienia.- oświadczyłam, a po sali rozległ się pomruk zdziwienia i za razem zachwytu.
- Co to znaczy?- spytał Blondyn.
- To znaczy, że nie musisz odsiadywać kary w więzieniu, ale będziesz ją odsiadywał tu, w pałacu. Gdybym podarowała ci całe ułaskawienie mógłbyś odejść wolno, ale jak już wspomniałam jestem konsekwentną osobą i oto są konsekwencję twojego zachowania. Przez sześć lat będziesz mieszkał w tym pałacu razem ze mną, moją rodziną i całą służbą. Pewnie wydaje ci się, że twoje życie jest piękne, ale jest jedna zasada. Nie wszystko będzie dla ciebie legalne. Jeśli złamiesz kodeks zostaniesz wysłany do więzienia i zostaniesz tam przez cały wyrok, czyli dziesięć lat. Więc pilnuj się zasad. Ogłaszam, że posiedzenie w sprawie osądzenia Niall'a Horan'a o przestępstwa, które popełnił zostało zakończone. Można się rozejść.- powiedziałam i w sali nastąpił nagły rozruch.- Chodź za mną, oprowadzę cię po pałacu i omówimy kodeks.- wyjaśniłam i z dumą utykając ruszyłam do drzwi.
- Może lepiej nie. Nie pozwolę ci narażać stanu twojej kostki na byle oprowadzenie mnie po pałacu. Pokaż mi lepiej gdzie jest twój pokój. Pójdziemy do niego i wytłumaczysz mi kodeks.- odparł stanowczo.
- Dobrze.- powiedziałam i ruszyłam przez korytarz do pokoju, a Niall cały czas dotrzymywał mi kroku. Weszliśmy do mojego świata. Gdy zamknęłam drzwi, od razu przytuliłam się do Blondyna.- Stęskniłam się za tobą, wiesz?- mruknęłam słodko, a on przez chwilę stał zaskoczony.
- Ja za tobą też księżniczko.- uśmiechnął się i też mnie objął. Oderwałam się od niego i położyłam się na łóżku klepiąc obok siebie miejsce, aby dać znać chłopakowi, by położył się obok mnie.
- Gdybyś zachowywał się tak jak Zayn, Louis, czy Harry zostawiłabym cię w więzieniu. Gdybyś był Liam'em do dałabym ci pół łaskę. A że jesteś Niall'em to chciałam dać ci całą łaskę, ale ludzie uznaliby to za niestosowne i niedojrzałe, więc rozumiesz... A jeśli daję pół łaskę to jest obowiązek, że ludzie ułaskawieni muszą być przez co najmniej sześć lat w pałacu, bez niektórych legalizmów. Przepraszam cię, ale to nie ja ustalałam te zasady, tylko mój pradziadek. Jestem głupia mogłam ci dać na przykład miesiąc więzienia. Byłbyś o wiele szczęśliwszy... Ale ze mnie idiotka...- powiedziałam i poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza.
- Nic nie szkodzi. Nie płacz. To nie twoja wina. Chciałaś dla mnie lepiej i nie miałaś czasu na podjęcie decyzji, poza tym perspektywa mieszkania z tobą przez sześć lat pod jednym dachem wcale nie jest zła. To jest znacznie lepsze od choćby minuty w więzieniu.- odparł.
- To znaczy, że się na mnie nie gniewasz?- spytałam z nadzieją w głosie ocierając łzy.
- Ja się nawet nie potrafię na ciebie gniewać.- powiedział i mocno mnie przytulił, co niemal natychmiast odwzajemniłam.- Spokojnie. Nigdzie nie idę... Dopóki nie będziesz chciała, bym wyszedł.
- Nie chcę żebyś wychodził, chcę zostać w tej pozie, bo jest mi bardzo miło i ciepło.- powiedziałam przymykając oczy.
- Słuchaj księżniczko...- zaczął powoli trochę speszony.
- Słucham, słucham.- uniosłam lekko kąciki ust.
- Czy ty coś do mnie czujesz?- zapytał, a ja się zdziwiłam. Spojrzałam na niego, a on był cały oblany rumieńcem i patrzył na mnie lekko zawstydzony.
- Zdecydowanie tak, tylko nie wiem co to jest.- odpowiedziałam i cmoknęłam go w lewy kącik ust, a go przeszedł dreszcz i delikatnie się uśmiechnął patrząc mi w oczy.
 Potem zwrócił wzrok na moje usta. Wiedziałam co chce zrobić, ale po chwili znów patrzył mi w oczy, jakby bał się, że gdy mnie pocałuje to wybuchnę. Robienie pierwszego kroku nie leży w mojej naturze, a on jest zbyt speszony.
- Niall...?- spytałam cicho.
- Tak?- równie cicho odparł.
- A czy ty... coś do mnie czujesz?- spuściłam głowę patrząc na wzory, które rysowałam palcem na jego klatce piersiowej.
- Ja... Tak..., ale też nie wiem co to...- odpowiedział.

***

- A to jest pozytywne, czy negatywne uczucie?- zapytała.
- Pozytywne, nawet bardzo...- powiedziałem zaczynając bawić się jej włosami.
- A czy to jest mocne uczucie?- zadała pytanie.
- Tak...- odparłem.
Zakochałem się w niej, odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem. Nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, a teraz sam przekonałem się co to znaczy. Przyglądałem się dziewczynie rysującej esy floresy na mojej piersi.
- A to uczucie jest w kwiatki czy serduszka?- zaśmiałem się cicho.
- W serduszka.- odpowiedziałem gładząc ją po głowie.
- A różowe, czy czerwone te serduszka?- zachichotała.
- Czerwone.- powiedziałem z lekkim rozbawieniem.
- To zaskakujące, bo moje wygląda dokładnie tak samo.- odparła przymykając oczy.
- A na czym polegają te ''legalizmy'', których nie będę mógł robić?- spytałem.
- Brak alkoholu i papierosów. Narkotyki to nawet nie są legalne, ale oczywiście ich też nie będziesz mógł zażywać.- odpowiedziała.
- To nie problem. Nie przepadam za alkoholem, jedynie na ważne okazję. Nienawidzę papierosów, fajek, cygar i tak dalej i primo nigdy nie ćpałem i nie zamierzam.- odparłem.
- Ach... Hmhnhmnh- powiedziała coś czego nie zrozumiałem.
- Co?- spytałem.
- Nic, nic po prostu głośno myślę...- odpowiedziała rozmarzonym tonem.
- A o czym tak myślisz?- zadałem pytanie.
- Eee... Ja myślałam o... Tej sukience co mam na sobie.- wiedziałem, że skłamała i trochę mnie to zasmuciło, bo to znaczy że ona mi nie ufa, ale postanowiłem, że nie zapytam czemu kłamie.
- Gdybym był dziewczyną, to ożeniłbym się z tą sukienką.- uśmiechnąłem się.
- Naprawdę? To znaczy że ci się podoba?- zapytała z nadzieją w głosie.
- No raczej. I śmiem sądzić, że na manekinie czy wieszaku nie wyglądała tak dobrze, jak na tobie.- odpowiedziałem, a ona się zarumieniła.
- A ja śmiem sądzić, że powiedziałbyś to każdej dziewczynie.- lekko spochmurniała, ale nie chciała dać tego po sobie poznać.
- No co ty. Komplementuję tylko tych, na których względach mi zależy i tych, na których mi zależy ale już nie chodzi o względy.- powiedziałem.
- A ja... Do której grupy się zaliczam?- spytała.
- To oczywiste, że do tej drugiej.- odparłem, a ona usiadła na przeciwko mojej wpół leżącej osoby.
- Naprawdę? Zależy ci na mnie...?- drugie zdanie powiedziała w lekkim zamyśleniu patrząc na swoją wyhaftowaną poduszkę.
- Nie tyle co mi na tobie zależy, ale gdyby cię teraz zabrakło to nie mógłbym normalnie funkcjonować.- powiedziałem drapiąc się po tyle głowy.
- Żartujesz sobie ze mnie tak?- zapytała z lekkim wyrzutem.
- Ja z ciebie... Co? Nie! W życiu z ciebie nie żartowałem i teraz też tego nie robię.- odparowałem.
- Aha... To miłe z twojej strony...- powiedziała trochę smutna i speszona, łapiąc  prawą ręką lewe przedramię.
- Przepraszam.- mruknąłem prostując się.
- Za co? To ja powinnam przeprosić.- zobaczyłem, że do jej oczu napływają łzy, a potem jedna spłynęła zostawiając mokrą linię na jej policzku. Przytuliłem ją, co natychmiast odwzajemniła.
- Przepraszam za to, że moje słowa sprawiły, że wzięłaś to jako żart. I przepraszam za to, że przeze mnie płaczesz. A ty nie masz za co przepraszać, bo nic takiego nie zrobiłaś. Poza tym przepraszam cię jeszcze za to, że cię porwałem, że nie traktowałem cię tak jak powinnaś być traktowana. Ogólnie to przepraszam za mnie i moje zachowanie.- powiedziałem.
- To nic takiego... A ja przepraszam za to, że wzięłam twoje słowa jako żart i za to, że to przeze mnie będziesz siedział przez sześć lat tutaj... Jestem beznadziejna...- mruknęła i rozpłakała się na dobre.
- Nie płacz. To nie twoja wina. Jak już mówiłem perspektywa mieszkania z tobą jest znacznie lepsza niż więzienie. Nie martw się, będzie dobrze.- odparłem i zacząłem ją głaskać po głowie na uspokojenie.
- Mam taką nadzieję.- szepnęła i mocniej się do mnie przytuliła.
Chciałbym jej powiedzieć co do niej czuje, ale jak większość ludzi boję się odrzucenia. Poza tym ja jestem marnym facetem bez grosza przy duszy, nie jestem ani przystojny ani miły, w ogóle jestem do niczego, a zakochałem się w dziewczynie, która może mieć każdego. Jest śliczna, mądra, do tego wszystkiego płynie w niej królewska krew. I ja mam walczyć o względy u kogoś takiego? To jest po prostu niedorzeczne... A teraz będę się z nią spotykał dzień w dzień przez sześć lat. Codziennie będę w niej coraz bardziej zakochany. A jak sobie kogoś znajdzie to chyba mi serce pęknie. W ogóle nie pasuję do takiego towarzystwa...
- O czym myślisz?- zapytała.
- O tym, że w ogóle tutaj nie pasuję.- odparłem bezmyślnie.
- Dlaczego?- zdziwiła się.
- Znasz mnie już trochę i wiesz, że nigdy nie miałem okazji, by gościć w takich warunkach. Sama wiesz, że urodziłem się w biednej rodzinie, w biednym miasteczku... Wszyscy wkoło mnie mieli przynajmniej normalne jedzenie... U nas śniadaniem, obiadem i kolacją był chleb z jakimś twarogiem i woda lub mleko... Czułem się wtedy jak piąte koło u wozu... Byłem chyba najbiedniejszym dzieciakiem w całym Mullingarze... Nie miałem przyjaciół... Wyśmiewano się ze mnie... Zawsze byłem do niczego... Z resztą nadal się tak czuję... Jestem teraz w miejscu, o którym w dzieciństwie nawet nie śmiałbym marzyć... Więc sama rozumiesz chyba o co mi chodzi...
- Niall... Kurczę... Ja nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić... Od dziecka wszyscy mi powtarzali, że jestem ważna, bogata i piękna, ale zawsze żałowałam, że nie mogę się bawić z innymi, że wszędzie muszę chodzić z ochroniarzami... Nigdy nie mogłam poczuć się wolna... A przy tobie moja sytuacja to pikuś... Obiecuję, że już nikt cię nie będzie źle traktował. Wiesz co... Wpadł mi pewien pomysł do głowy.- puściła mnie i pokuśtykała po telefon. Wpisała numer i gdzieś zadzwoniła.- Halo? Cześć Howard słuchaj potrzebny mi transport do Mullingaru, w miarę szybki załatwisz to? Mhm. Jasne, dzięki. Na razie.- odłożyła komórkę z powrotem na biurko, odwróciła się do mnie, potarła ręce i ruszyła w moją stronę.- Więc sytuacja wygląda tak, jedziemy do Dublina, stamtąd pociągiem do Mullingaru, a potem idziemy do ciebie do domu.- oznajmiła radośnie.
- Ale jak to, po co?- zdziwiłem się.
- No jak to po co? Żeby odwiedzić twoją rodzinę!- uśmiechnęła się do mnie.
- Naprawdę? Jesteś niesamowita!- krzyknąłem i mocno ją uściskałem.
- Dziękuję.- odparła.
- To ja dziękuję, kiedy tam lecimy?- spytałem, a ona uśmiechnęła się tajemniczo.
- Hmmm... Niech pomyślę, kiedy mam wolny czas... O już wiem! Teraz.- powiedziała.
- Serio?- byłem taki szczęśliwy, że gdybym się nie powstrzymał to bym ją pocałował.
- Jasne. Chodź, Howard powiedział, że odrzutowiec już czeka.- odparła i uśmiechnęła się promiennie.- Pozwolisz tylko, że się przebiorę?- spytała.
- Po co? W tym wyglądasz idealnie.- zarumieniła się.
- Skoro tak uważasz, to nie będę się przebierać.- uśmiechnęła się nieśmiało.
- Bardzo ci dziękuję.- przytuliłem ją ponownie i pocałowałem w policzek.
- Nie ma za co. Poza tym chciałbym zobaczyć twoje rodzinne miasteczko.- uśmiechnęła się zarumieniona.
- Pokażę ci kilka fajnych, a za razem moich ulubionych miejsc.- powiedziałem.
- Cieszę się. To miło z twojej strony.- odpowiedziała.
- To jak, idziemy?- uniosłem brwi.

***

- Jasne.- odparłam - Przypomniała mi się jeszcze jedna regułka z kodeksu. Nie możesz nigdzie wychodzić, w tym przypadku beze mnie. W sensie sam na miasto, czy za granicę. Jeśli będziesz chciał coś takiego zrobić, to muszę być przy tym. Chyba, że będę miała jakąś ważną sprawę, wtedy dostaniesz jakiegoś z moich ochroniarzy, albo wyjątkowo będziesz mógł pójść sam. Oczywiście w pałacu możesz czuć się jak u siebie w domu. Przepraszam, ale takie są prawa.- wyjaśniłam.
- A dlaczego akurat bez ciebie?- spytał.
- Bo ja cię ułaskawiłam, a to znaczy, że jestem odpowiedzialna za wszystko co robisz, gdzie idziesz, co mówisz, więc postaraj się nie robić i mówić głupot. Ok?- powiedziałam pytająco.
- Ok.- odparł.
- To chodźmy, bo Howard się już pewnie niecierpliwi.- chwyciłam kule i wyszłam z pokoju z rozpromienionym Niall'em dotrzymującym mi kroku.
- Nie mogę się doczekać, a jednak się boję.- powiedział prawie niesłyszalnie.
- Czego się boisz, to twoja rodzina. Poza tym raczej twoi starzy "znajomi" zmądrzeli i już nie będą ci dokuczać prawda?- zapytałam.
- Nie tego się boję. Boję się tego, że moja mama nie będzie chciała mnie już znać po tym co zrobiłem tym ludziom i tobie... To boli.- powiedział.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- próbowałam go pocieszyć.
- Z jednej może mnie nienawidzić za to co zrobiłem, a z kolei z drugiej może się cieszyć, bo z tym przestałem i nie siedzę w kiciu. Nie próbuj mnie pocieszać, bo to i tak nic nie da. Jestem realistą i to, że ktoś mi powie "wszystko będzie dobrze'' nic nie zmieni. Przykro mi...- odpowiedział.
- No dobrze... Ale mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze.- powiedziałam.
- Dziękuję.- odparł.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za wszystko.- wyjaśnił.
Już więcej nikt się nie odezwał. Niall cały czas szedł obok mnie. Między nami tkwiła dość niezręczna cisza, której ani razu od początku znajomości nie było. Zaczęłam myśleć o tym jakby to wyglądało, gdybyśmy byli w związku... Trudno mi to sobie wyobrazić, bo on (nie licząc porwań) jest po prostu chodzącym ideałem. Gdy tylko go zobaczę mam motylki w brzuchu. Teraz będziemy się przez 6 lat codziennie widywać... Ciekawa jestem jakby wyglądało moje życie, gdym nie została przez niego porwana... Czy los znów postawiłby go na mojej drodze?

2014-06-22

Chapter 2

''Było ciemno i szaro. Za oknem szalała wielka burza. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, a jednak wyszłam z domu do samego środka wichury. Burzowe chmury rozstąpiły się i pokazały rąbek nieba, a potem natychmiast go zakryły. Byłam już przemoczona do ostatniej nitki. Szłam przed siebie. Na swojej drodze napotykałam równie ponure postaci. Aż w końcu na samym środku ulicy, daleko przede mną pojawił się jasny punkt. Nie wiem co to było, ale chciałam się wydostać z tej okropnej szarości. Przyspieszyłam kroku. Gdy byłam już dostatecznie blisko mogłam ujrzeć wysportowaną, męską sylwetkę, rozczochrane blond włosy i charakterystyczne tatuaże. Podeszłam jeszcze bliżej by upewnić się, czy to była ta sama osoba, o której myślę. Stanęłam przed blondynem. Nie myliłam się. Wszędzie poznam ten piercing i łagodne rysy twarzy. Tak, to był on, to właśnie był Niall. Ja byłam cała mokra, a on dosłownie, całkowicie suchy. Podeszłam do niego. Gdy dostatecznie się zbliżyłam przestałam ociekać deszczem. Burzowe chmury ustąpiły mocno świecącemu słońcu. Czułam, że blondyn miał jakąś moc, dzięki której to się stało. Byłam od niego niższa o pół głowy, więc jeśli chciałam spojrzeć w jego niesamowicie niebieskie tęczówki musiałam lekko unieść głowę. Ich kolor hipnotyzował od samego patrzenia. Obezwładniał, sprawiał, że kolana się pode mną ugięły i zaczęły dygotać. Ujął moją głowę, w swoje duże dłonie. Ja swoją ręką dotknęłam jego. Zaczął zbliżać do siebie nasze twarze. Oboje lekko przechyliliśmy głowy w bok i rozchyliliśmy usta. Już mieliśmy się pocałować...'' Ktoś niemiłosiernie próbował się do mnie dobijać. Telefon wibrował i wydawał z siebie wkurzającą melodyjkę. Odebrałam i przyłożyłam go do ucha.
- Słucham?- powiedziałam zaspanym i lekko zachrypniętym głosem.
- Obudziłem cię księżniczko?- zapytał głos po drugiej stronie. Dzięki ''księżniczko'' od razu wiedziałam kto to.
- Ty mnie nie obudziłeś. Ty mnie wyrwałeś z bardzo dziwnego snu. Ale nie powiem ci o czym był, bo będziesz się śmiać.- mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Co byś chciała na śniadanie?- zapytał główny bohater mojej sennej wyobraźni.
- A co jest?- przewróciłam się z pozycji leżącej na brzuchu, na plecy i przeciągnęłam się.
- Tosty francuskie, jajecznicę, kanapki z dodatkami typu szynka, sałata itd., no i ewentualnie shake owocowy.- powiedział.
- Niech będą te kanapki i woda do picia. Czuję się jak w restauracji.- uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Zaraz u ciebie będę.- powiedział i się rozłączył.
Jeszcze raz się przeciągnęłam i zamknęłam oczy rozmyślając, o moim dziwnym śnie. Próbowałam sobie przypomnieć jego wszystkie szczegóły, ale z każdą sekundą coraz więcej zapominałam. Odwróciłam się tyłem do drzwi. Usłyszałam ich szczęk, ale udawałam, że śpię. Znów poczułam te genialne, zmysłowe perfumy. Wtuliłam się bardziej w kołdrę i moje loki spływały mi na twarz. Miałam straszną ochotę, by się do niego przytulić i zaciągnąć tym ekskluzywnym zapachem.
- Już zasnęłaś? Szybka jesteś. I do tego niezła z ciebie aktoreczka. Wiem, że nie śpisz.- zaśmiał się.
- Dobra, wygrałeś. Próbuję sobie przypomnieć szczegóły z mojego dziwnego snu.- przymknęłam oczy i się do niego uśmiechnęłam.
- Wyglądasz jak aniołek na chmurce.- powiedział, a ja się zarumieniłam jak zwykle z resztą.
- Dzięki.- odparłam.
- A powiesz mi o czym był twój sen?- zapytał.
- Mówiłam przez telefon, że ci nie powiem.- mruknęłam.
- Proszę. Obiecuje nie będę się śmiał.- zrobił słodkie oczka, którym nie można było się oprzeć.
- Dobra... Ale pominę końcówkę.- powiedziałam.
- To będę zgadywać.- wzruszył ramionami.
- I tak nie zgadniesz, więc po co się męczyć?- zapytałam.
- Całowałaś się z kimś z naszej piątki.- odparł a ja na niego spojrzałam z miną ''wtf?!''
- Skąd ty to... Jak? Czytasz w myślach?- zadałam pytanie.
- Nie. Domyśliłem się. Często moje koleżanki zwierzały mi się ze swoich snów i właśnie było o pocałunku z osobą, z którą spędziły ostatnio najwięcej czasu.- odpowiedział, jak gdyby nigdy nic.
- Spoko.- mruknęłam.
- A mogę wiedzieć kto to?- zapytał.
- Ma rodzeństwo. Jest szatynem. Jest miły. Z waszej piątki lubię go najbardziej. Jest ode mnie wyższy o pół głowy. Ma śliczne oczy i uśmiech.- uśmiechnęłam się do niego.
-  Czyli zgaduj zgadula tak?- zapytał.- Zayn?
- Nie.
- Harry?
- Nie.
- Louis?
- Nie.
- Liam?
- Nie.
- Ja?!- zdziwiony wskazał na siebie.
- Brawa dla pana Horana!!! To była prawidłowa odpowiedź!!! W nagrodę dostaje pan worek ziemniaków!!!- zaśmiałam się.
- I jak podobał ci się ''nasz'' pocałunek?- zapytał figlarnie poruszając brwiami.
- Nawet do niego nie doszło, bo zacząłeś do mnie dzwonić i się obudziłam.- spojrzałam na niego z mniej więcej taką miną ''-.-''.
- Oj to przepraszam, następnym razem to ty zadzwoń jak się obudzisz.- puścił do mnie oczko.
- No ja mam na dzieję.- zaczęliśmy się śmiać.
Zjadłam do końca moje śniadanie. Powoli odstawiłam talerzyki na szafkę nocną, a potem w tępie natychmiastowym okryłam się cała kołdrą. Zastanawiałam się jaka będzie reakcja chłopaka...
- Co ty robisz?- zapytał.
- Chcę iść dalej spać, a co?- odpowiedziałam pytaniem.
- Nie nic... A masz łaskotki?- się chłopaczek zdziwi.
- Nie mam.- wyjęłam głowę spod kołdry i wytknęłam mu język i z powrotem ją schowałam.
- Czego się boisz?- spytał.
- Eeee... Musiałabym się bardziej nad tym pytaniem zastanowić, bo nic mi nie przychodzi do głowy...- odparłam.
Ja w końcu wyszłam spod ciepłej pościeli za namową Niall'a. Rozmawialiśmy jeszcze długo, potem musiał gdzieś wyjść, a ja zajęłam się czytaniem książki w internecie.

***

- Słuchajcie mnie teraz ludzie. Jesteśmy najlepszym wydziałem śledczym. Tak czy nie?- zapytałam.
- Tak!- odkrzyknęli wszyscy.
- A więc musimy znaleźć księżniczkę Nathalie. Tak czy nie?
- Tak!
- A czy mamy jakieś ślady? Tak czy nie?
- Nie...- niektórzy odpowiedzieli niemrawo.
- No właśnie! Więc wziąć się do roboty! Jestem jedyną osobą, która ma tu jakiś wpływ, więc jeśli jej nie znajdziemy pierwsi, to obniżę wam z pensji.- warknęłam.
- Ale ty masz tylko 17 lat.- mruknął ktoś z tyłu.
- Przepraszam, ale czy ty masz jakiś problem?! Mam 17 lat, a dowodzę lepiej niż 40-latek, więc łaskawie zamknij pysk, bo nie będzie z tobą dobrze...- odpowiedziałam.
- To co mamy robić poruczniku Erin?- zapytał mój zastępca.
- Musimy znaleźć trop... Jeśli FBI będzie szybsze, to po nas, a chcemy tej nagrody. Tak czy nie?- spytałam.
- TAK!!!- wszyscy odkrzyknęli.
Wyjaśniłam zebranym plan działania i pokazałam miejsce poszukiwań. Gdy wszystko zostało ustalone weszłam do mojego gabinetu. Otworzyłam szufladę i wyciągnęłam z niej M1911* i włożyłam go do kabury**. Wyszłam z pomieszczenia i wróciłam do pozostałych. Oznajmiłam im, że możemy ruszać. Dotarliśmy na miejsce. Były tam rękawiczki, maska jednego z bandytów, strzykawka, w której było jeszcze trochę serum usypiającego, niedopałki papierosów i...
- Nie no nie wierzę... Tak nieodpowiedzialnego porywacza, to ze świecą szukać... Co prawda zakodowany, ale dla mnie to pestka. Własność Harry Styles...- stałam kilkanaście metrów dalej, więc po cichu przeczytałam na głos napis na klapce telefonu. Schowałam go do torebki, a torebkę do plecaka tak, żeby nikt nie zauważył. Udawałam, że dalej szukam jakiegoś tropu i, że nic nie znalazłam. Postanowiliśmy wrócić tu jutro i na nowo zacząć poszukiwania. Nie miałam zamiaru komukolwiek mówić o tym, że znalazłam telefon porywacza, bo chciałam zgarnąć nagrodę tylko dla siebie. Wróciliśmy do siedziby, a ja od razu udałam się do mojego gabinetu. Wyjęłam torebkę z plecaka, a z niej telefon. Zakluczyłam drzwi i rozpoczęłam odblokowywanie komórki. Po kilku minutach miałam całkowity dostęp do wszystkich danych, które były w telefonie. Znalazłam w nim coś w rodzaju mapy prowadzącej do siedziby zbrodniarzy. Nie zwlekając postanowiłam ruszyć w tamto miejsce.
- Dokąd to poruczniku Erin?- zapytał mój starszy brat.
- Nie powinno cię to obchodzić.- odparłam i już miałam nacisnąć klamkę, gdy Nathan (tak właśnie nazywa się mój głupi brat) złapał mnie za rękę.
- Nie tym tonem siostrzyczko. Pytam gdzie idziesz, to liczę na odpowiedź.- powiedział stanowczo.
- Idę się przewietrzyć pacanie, a będę mówiła do ciebie takim tonem, jaki mi się podoba. Żegnam pana.- mruknęłam i wyszłam.
Żeby nie ryzykować tym, że Nathan wyśle po mnie na zwiady moich ludzi zaczęłam biec jak najszybciej potrafię w głąb lasu, a że nasza miejscówka była na jego obrzeżach, to było prościej. Gdy miałam już pewność, że nikt mnie nie śledzi zerknęłam na mapę. Była internetowa, więc dzięki GPS'owi szybciej tam dotrę. Zauważyłam też, że są na niej czerwone punkciki, a że było ich cztery, to od razu skojarzyłam z porywaczami. Wszystkie kumulowały się w jednym miejscu, całkiem niedaleko, bo zielona kropka oznaczała moje położenie. '' Co za debil... '' pomyślałam i ruszyłam w odpowiednim kierunku.

***

- Ej chłopaki widzieliście gdzieś mój telefon?- zapytałem.
- A co my? Satelita, że mamy wszystko widzieć. Przypomnij sobie, gdzie ostatnio go miałeś ze sobą i co z nim robiłeś.- odparł Louis.
- No więc miałem go przy porwaniu i od tamtego czasu nie mogę go znaleźć.- powiedziałem, a oni jak na komendę spojrzeli na mnie.
- Harry, czy ty go przypadkiem nie zgubiłeś podczas porwania?- zapytał Liam.
- O kurwa... Mamy przejebane jeśli FBI go znalazło.- odezwał się Zayn.
- Ej pamiętacie, że mamy taką mapę w telefonach? Na niej są te punkty, sprawdźcie, gdzie jest mój punkt.- prawie krzyknąłem, a oni wszyscy wyjęli telefony.
- Jest 5 kilometrów od nas, ale się nie zbliża. To znaczy, że albo leży gdzieś w tym lesie, albo ktoś go znalazł. Na szczęście najbliższa stacja FBI jest dopiero w Londynie, a my jesteśmy na jakimś pustkowiu, gdzie jest z 5 domów, nie więcej.- powiedział do tej pory milczący Niall.
- Jedno szczęście.- westchnąłem i oklapłem na fotel.
- Ja na twoim miejscu, to poszedłbym go szukać zanim ktoś go znajdzie.- oznajmił Liam.
- Dobry pomysł. Idzie ktoś ze mną?- zapytałem.- Las rąk po prostu. No weźcie, chodźmy w piątkę.- zaproponowałem.
- Nie da rady, ja idę dzisiaj do mojego krewnego, który ma nam dać trochę kasy.- powiedział Louis.
- Ja też odpadam, bo razem z Zayn'em idziemy patrolować okolicę.- mruknął Liam, a ja spojrzałem błagalnie na Niall'a.
- Ktoś musi zostać i pilnować porwanej prawda?- zapytał, a chłopaki przytaknęli.
- Dzięki... Dobra, trzymajcie kciuki.- powiedziałem i wyszedłem, a zaraz po mnie reszta i każdy ruszył w swoją stronę.
Szedłem przed ten ponury las z rękami w kieszeniach i głową spuszczoną w dół. Kopałem kamyki i małe gałązki. W pewnej chwili usłyszałem trzask, ale nie spod moich nóg. Szybko wyciągnąłem i naładowałem mój pistolet. Jak na razie celowałem w ziemię, bo póki co nie mam zamiaru niczego, ani nikogo zabijać. Znowu dźwięk połamanej gałęzi, tylko tym razem za mną. Szedłem tyłem celując w pustą przestrzeń między drzewami. Nagle dotknąłem czegoś plecami, ale nie sądzę, by to było drzewo. Natychmiast się odwróciłem i teraz celowałem w drobną dziewczynę, o kasztanowych włosach, na oko w moim wieku. Spuściłem broń, co ona też uczyniła.
- Kim jesteś?- pierwsze pytanie padło z jej ust.
- Odpowiem, jeśli ty powiesz pierwsza.- odparłem.
- A ja nie powiem, dopóki ty nie powiesz.- powiedziała.
- To nie.- wyminąłem ją.
- Czekaj!- krzyknęła.
- Co znowu?- spytałem.
- Co robisz w tym lesie?- zadała pytanie.
- Na co ci ta wiadomość?- zapytałem.
- Z ciekawości.- odparła.
- Szukam telefonu.- oznajmiłem.
- O kurwa... Jak wygląda twój telefon?- spytała.
- Czarny, dotykowy, z napisem na klapce.- wyjaśniłem.
- Ja pierdole... Jakie ja mam dzisiaj szczęście.- powiedziała i wytrąciła mi pistolet z rąk, po czym szybko go podniosła.- Za to ty wręcz przeciwnie. Rączki do góry... Harry.- wycelowała we mnie obiema lufami i zaczęła gdzieś prowadzić.
Widać, że nie była zbyt doświadczona, bo cały czas rozglądała się dookoła. Postanowiłem wykorzystać moment jej nieuwagi i nasze role się zamieniły. Teraz to ona szła w przeciwną stronę z uniesionymi rękami. Zawiązałem jej oczy kawałkiem jakiejś szmatki. Wyciągnąłem z jej kieszeni telefon. Po chwili byliśmy już na miejscu. Zaprowadziłem ją do pokoju obok tego, w którym była księżniczka. Od środka był urządzony identycznie, tylko odwrócony. Otworzyłem małą, metalową zasuwkę w ścianie. Po czym wyszedłem. Bez żadnego uprzedzenia wparowałem do pokoju dziewczyny, z rodziny królewskiej.
- Co ty robisz idioto! Nie wiesz, że się puka?!- krzyknęła i zasłoniła się koszulką. Podnieciła mnie tym widokiem, ale niestety nie po to tu przyszedłem.
Bez żadnych wyjaśnień w jej pokoju również odsunąłem zasuwę i wyszedłem.

***

Co to miało w ogóle być?! Jak tak można wchodzić bez pukania?! Poza tym on tu nie miał już w ogóle wchodzić! Ubrałam na siebie koszulkę. I poszłam sprawdzić, o co chodzi z tą zasuwą. Powoli podeszłam i zajrzałam przez okienko w ścianie. Po drugiej stronie zauważyłam siedzącą na łóżku długowłosą szatynkę. Delikatnie zastukałam w ścianę, a ona na ten dźwięk się odwróciła. Podeszła do zakratowanego otworu i uważnie mi się przyglądała, po czym jej twarz wyrażała tylko wielkie zaskoczenie i w pewnym sensie lekką satysfakcję.
- Czy ty jesteś Nathalie Windsor?- zapytała.
- Tak to ja.- odparłam.
- Przepraszam za tą bezpośredniość wasza wysokość.- ukłoniła się.
- Przestań, mam już tego dosyć.- zdziwiła się.- Dzięki temu miejscu mogę poczuć się jak zwykła nastolatka, więc nie zwracaj się do mnie ''wasza wysokość'', ''księżniczko'' czy coś w tym stylu.- wyjaśniłam.
Gadałyśmy tak z 5 godzin. Erin to naprawdę fajna osoba. Dowiedziałam się o niej bardzo dużo ciekawych rzeczy. Usłyszałam pukanie do drzwi, z resztą u niej też dało się słyszeć stukanie. Mniej więcej w tym samym czasie zasunęłyśmy zasuwę. Zanim do końca to zrobiłyśmy zobaczyłam, że do niej przyszedł Harry. Zatrzasnęłam do końca otwór.
- Proszę.- odparłam cicho, siadając na łóżko, gdy do pokoju wszedł Niall z tacką jedzenia.
- Cześć.- uśmiechnął się niemrawo.
- Co jest?- zapytałam.
- Ale jak to?- zdziwił się.
- Co z twoim uśmiechem od ucha do ucha?- zmartwiłam się.
- Nie, to nic takiego, po prostu..., a z resztą nie ważne.- złapał się za kark.
- Niall, mi możesz powiedzieć. Przecież nikomu tego nie powiem, poza tym nawet nie mam komu.- odparłam.
- No więc dzisiaj przeglądając swoje rzeczy znalazłem pewne zdjęcie. Odkąd tamtego dnia pożegnałem się z tamtą dziewczynką, próbowałem ją odnaleźć. Około roku temu zaprzestałem poszukiwań, bo zdałem sobie sprawę, że to bezsensowne i głupie, bo i tak jej nigdy nie znajdę. A tak właściwie to szansa na znalezienie jej to jest jeden do miliona, więc odpuściłem. A dzisiejszego dnia, gdy znalazłem to zdjęcie, pomyślałem sobie ''Niall co ty? Nadal chcesz szukać tej dziewczynki? Teraz są jeszcze mniejsze szanse, że ją znajdziesz... Nawet nie wiesz jak ona wygląda''. Znowu porzuciłem chęć do jej poszukiwania. Tak nagle straciłem chęć do wszystkiego: do rozmowy, do jedzenia, do picia, do wygłupów, do towarzystwa, do słuchania muzyki, po prostu do wszystkiego. Dzięki, że nalegałaś, abym ci powiedział, teraz czuje się o wiele lepiej.- opowiedział i promieniście się uśmiechnął, co ja odwzajemniłam.
- A powiedz mi, jak wygląda ta dziewczynka?- zapytałam, a on chwilę szukał czegoś po kieszeniach, aż wreszcie wyciągnął stare zdjęcie i podał mi.






- To ja, a to ona.- powiedział i wskazał po kolei na obie postaci.
- Awww... Słodko.- uśmiechnęłam się, ale po chwili spochmurniałam.
- Co się dzieje?- zapytał Niall.
- Emmm... Zaczekaj chwilę...- podbiegłam do stolika, na którym leżała moja torebka, jeszcze z balowego wieczoru. Zaczęłam w niej grzebać. Oprócz telefonu i zawartości portfela nic stamtąd nie zniknęło. Wreszcie znalazłam na samym dnie kieszonki, to co chciałam.
- Co tam masz?- spytał Blondyn.
- A więc tak... Masz.- oddałam mu jego zdjęcie i podałam to, które wyciągnęłam z torebki.






- To znaczy, że... To ty?!- spoglądał co chwila na mnie i na zdjęcie.
- Chyba tak...- odparłam.
- A ja... Ja myślałem, że nigdy nie znajdę dziewczynki z obrazka, a tym czasem to wysokiej rangi osoba...- powiedział.
- Odkąd pierwszy raz zobaczyłam cię podczas porwania w samochodzie, nie wiedziałam skąd cię kojarzę. Dużo się nie zmieniłeś. Może trochę dojrzałeś, urosłeś i nabrałeś tej... męskości.- mówiąc to pokazałam na niego.
- Za to ty bardzo. Urosłaś, włosy ci pojaśniały, nabrałaś kształtów i wyładniałaś.- powiedział i się uśmiechnął, a ja się zarumieniłam.
- Dobra, ale do rzeczy. Jesteś głodny? Bo jeśli tak, to zjedz ze mną.- odwzajemniłam jego uśmiech.
- Wiesz chyba jednak podziękuję.- odparł.
- Proooooszęęęę.- złożyłam ręce jak do modlitwy i zrobiłam oczka kota ze shrek'a.
- No dobra.- zgodził się i usiadł obok mnie tak, że stykaliśmy się ramionami, a mnie przeszedł dreszcz.- Zimno ci?- spytał.
- Nie, nie, jest dobrze.- uśmiechnęłam się i zaczęłam pić wodę, a Niall mi się przyglądał.
- Na pewno?- zapytał.
- Jasne! Po co miałabym zmyślać?- spojrzałam na niego, potem zerknęłam na jego usta, ale szybko się odwróciłam i wzięłam gryza mojej kanapki z szynką, serem, pomidorem i sałatą.
- Wydajesz mi się spięta...- powiedział i zrobił minę typu ''-.-''
- Nie no coś ty. Wszystko jest OK.- zapewniłam go.
- Dobra, wierzę ci.- odparł i również wgryzł się w swoją kanapkę.
Po zjedzonym posiłku nie chciałam zostawać sama i zaproponowałam chłopakowi wspólne oglądanie filmu. Niestety jego warunkiem było, że on wybiera kategorię, a na moje nieszczęście wybrał horror. Ciarki mnie przeszły na samą myśl. Ułożyliśmy się na łóżku. Niall odpalił laptopa i włączył seans. Pierwsze chwile nie były złe... Ale to co działo się potem, to była katorga. Nie wiem dlaczego zgodziłam się na taki film. Trzęsłam się ze strachu jak galaretka, a akcja była coraz straszniejsza. Blondyn zauważył, że się trzęsę, bo objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, a ja natychmiast się w niego wtuliłam. Zerkałam na poszczególne sceny filmu, a jak tylko robiło się straszniej chowałam głowę w koszulkę chłopaka. W tej pozycji oboje zasnęliśmy. Niestety śniły mi się same koszmary...
_________________________________________________________________________________
* M1911- M1911 to (zazwyczaj) broń krótka zasilana nabojem pistoletowym lub rewolwerowym, która sama przeładowuje się po każdym strzale.
 ** kabura- to pokrowiec na broń. Policjanci mają ją najczęściej ze skóry, przypiętą przy pasku
.

2014-05-11

Prawda o: Niall'u, Louis'ie, Harry'm, Zayn'ie, Liam'ie.

Tylko ON umie mnie pocieszyć..
Tylko ON dał mi wiarę w siebię i udowodnił, że marzenia się spełniają..
Tylko ON jest dla mnie jak powietrze, bez którego nie da się żyć..
Tylko ON jest wiarą w kolejny dzień..
Tylko ON trzyma mnie przy życiu..
Tylko ON nie wie nawet o moim istnieniu..

                                                                                                              //Nathy B. + K.V. ♥♥

2014-04-19

Konkurs by Katherine Bloodworth and Nathalie Blues.

Zapraszam do konkursu, który polega na tym, by napisać liczbę od 1-10 podać imie i nazwisko wymyślonej postaci, która ma wystąpić w imaginie i jaki ma mieć charakter. Wylosuję jedną liczbę na stronie 'losuj.pl', a osoba, która będzie miała liczbę jej osoba wystąpi w imaginie. Niestety nie można powiedzieć w jaki sposób będzie występować ta postać. Szczegółów dowiecie się później.

Chapter 1

Usłyszałam jakieś hałasy, które nie dawały mi spać. Wierciłam się z boku na bok, aż wreszcie spadłam z łóżka. Usiadłam na podłodze. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie był to mój pokój, ani żadne z pomieszczeń w moim domu. Przypomniało mi się, że wczoraj zostałam porwana. Wszystko było szare i nieciekawe. Drzwi nie dało się otworzyć od wewnątrz, a okno było zakratowane. Spojrzałam na siebie. Byłam w samej bieliźnie. Z tego co pamiętam to się nie rozbierałam, ktoś musiał to zrobić. Na krześle wisiała moja sukienka, a na siedzeniu leżała biała koszulka i czarne spodnie. Postanowiłam, że założę luźniejsze rzeczy, bo muszę przyznać, że w tej kiecce nie było mi zbyt wygodnie. Ubrałam się. Pościeliłam łóżko, a potem położyłam się na nim i czekałam, aż ktoś przyjdzie, by łaskawie mi wyjaśnić sytuację. Długo się nie naczekałam po pięciu, może dziesięciu minutach usłyszałam szczęk otwieranych drzwi. Automatycznie odwróciłam się w ich stronę, by zobaczyć, kto łaskawie raczył mnie odwiedzić. Był to blondyn. Spojrzał na mnie.
- O widzę, że księżniczka już wstała. Jak się czujesz? Boli cię coś?- zapytał.
- Nie... Mam prośbę, powiedz mi co tu się dzieję, czemu jestem tutaj, a nie na bankiecie u babci?- odpowiedziałam pytaniem.
- Ehh...- złapał się za tył głowy.- Nie wiem czy mogę ci powiedzieć. Poza tym sam do końca nie wiem... Ja tylko wykonuje ich rozkazy... Czasem nie chcą mi powiedzieć wielu rzeczy...- lekko posmutniał.
- Czemu?- spytałam i usiadłam po turecku w jego stronę.
- Bo... W sumie to pracuje dla nich dopiero od niedawna i sądzę, że jeszcze nie mają do mnie zaufania. Jesteś pierwszą osobą, która po porwaniu jest tak spokojna.- zauważył.
- Zostałam porwana już piąty raz, więc już uświadomiłam sobie, że panika tylko pogarsza sprawę. Jak mnie tak dalej będą porywać i żądać okupu, tak wysokiego jak ostatnio, to my chyba zbankrutujemy niedługo...- zaczęłam rozmyślać.
- Rozumiem... Przyniosłem ci śniadanie.- ocknął się i podał mi talerz z żółtym czymś i kawę do picia.
- Co to jest?- zapytałam wskazując na dziwne danie.
- To jest jajecznica. Nigdy jej nie jadłaś?- spytał.
- Ona jest z jajek?- ponownie zadałam pytanie.
-Tak.- odparł krótko.
- Nie mogę tego zjeść. Mam alergię na nabiał.- powiedziałam.
- A tosty francuskie z dżemem mogą być?- spytał.
- Tak. Dawno ich nie jadłam...- odpowiedziałam.
Chłopak podał mi talerz z tostami i dżem. Muszę przyznać, że byłam bardzo głodna. Od wczorajszego dnia nic nie jadłam. Zajadałam się nimi, jakby to był ostatni pokarm w moim życiu. W sumie to nie wiem, kiedy następnym razem dostanę coś do jedzenia, więc teraz muszę się najeść. Chłopak mi się przyglądał i co jakiś czas chichotał. Gdy skończyłam jeść spojrzałam na niego, a on  najzwyczajniej w świecie zaczął się ze mnie śmiać.
- Nie śmiej się ze mnie.- mruknęłam.
- Jesteś cała brudna od dżemu. Masz go nawet na czole.- powiedział i nie przestawał się śmiać.
Szybko wzięłam chusteczkę i zaczęłam się wycierać. Poczułam jak mnie policzki pieką. Byłam pewna, że zaczynam się rumienić ze wstydu. Poczułam jego wzrok na sobie. Spuściłam głowę i czułam, że moje policzki przybierają jeszcze ciemniejszej barwy.
- Nie patrz się na mnie.- powiedziałam.
- Na taką ślicznotkę jak ty nie da się nie patrzeć.- odpowiedział.
- Dobra, dobra... Wszyscy w tym pokoju wiemy, że kłamiesz.- mruknęłam.
- Po co miałbym kłamać?- zapytał, a ja na niego spojrzałam.
- Nie wiem... Ale ja śliczna i tak nie jestem i nigdy nie będę...- powiedziałam.
- Dlaczego tak myślisz? Masz bardzo małe poczucie własnej wartości... Będzie trzeba coś z tym zrobić.- odparł.
- Gdybym wiedziała, że mnie nie porwałeś to może nawet zostalibyśmy przyjaciółmi.- posłałam mu uśmiech.
- Czyli nie mam szans na twoje zaufanie?- spytał.
- Zastanowię się.- powiedziałam z wyższością i ponownie się do niego uśmiechnęłam.
- Masz śliczny uśmiech, wiesz?- zadał mi pytanie, a ja poczułam, że znowu się rumienię.
- Nie wiem... Nikt mi nigdy tego nie mówił... Jesteś pierwszą osobą, która komentuje mój wygląd, gdy nie mam makijażu i sukienki na sobie.- wyjaśniłam.
- Po co ci makijaż? Jesteś śliczna jaka jesteś. Nie potrzebujesz ulepszeń.- uśmiechnął się pokazując szereg białych ząbków odzianych aparatem.
- Też masz uroczy uśmiech.- powiedziałam, a on natychmiast zamknął usta.
- Wcale nie...- mruknął i spojrzał na podłogę.
- Ale ty masz serio słodki uśmiech. Nie musisz go ukrywać, tylko dlatego, że nosisz aparat. W sumie to on tylko dodaje ci uroku.- próbowałam go pocieszyć.
- Serio? Naprawdę myślisz, że on mi dodaje uroku?- zapytał zerkając na mnie, a ja przytaknęłam.
- Ja też noszę aparat.- uśmiechnęłam się chcąc dodać mu trochę otuchy.
- Rzeczywiście... Wcześniej go nie zauważyłem.- powiedział przyglądając się moim zębom wciąż trwającym w uśmiechu.
- A właśnie nie przedstawiłam się. Jestem Nathalie Windsor.- podałam mu rękę.
- Niall Horan. Wasza Wysokość.- powiedział, ujął moją dłoń i pocałował jej wierzch, a ja jak to ja musiałam się zarumienić.
- Nie traktuj mnie jak księżniczkę, bardzo cię o to proszę.- poprosiłam.
- Czemu?- zapytał.
- Może i jestem porwaną wnuczką królowej Anglii, ale chciałabym się wreszcie poczuć jak zwykła nastolatka. Chciałabym, żeby ktoś mnie polubił za to jaka jestem, a nie kim jestem. Nie mam do nikogo zaufania, bo boje się, że mogę zostać wykorzystana i zraniona. Są ludzie, którzy marzą o takim życiu jakie mam ja. Ja z kolei marzę o tym, by poczuć się jak inny człowiek. Zaznać biedy, pracy, odpoczynku i miłości. Może i miałam kilku chłopaków, ale to nie była miłość, tylko związki ustawiane przez rodziców. Nie tak chcę przeżyć pierwszy pocałunek. Nie tak chcę stracić dziewictwo. Chcę znaleźć kogoś, kto pokocha mnie całym sercem z moimi zaletami i wadami. Z humorami i wybrykami. Nie chcę, żeby to było udawane uczucie, bo jestem z królewskiej rodziny. Ja chcę tylko poczuć się kochana...- powiedziałam i z powrotem się położyłam na łóżko.
- A ja myślałem, że rodzina królewska ma cudowne życie, a tu się okazuje, że bardzo się myliłem...- odparł.
- Kto wie, może tobie by się podobało takie życie, ale ja już mam tego dosyć.- westchnęłam.
- Ja już muszę iść. Miałem być u ciebie pięć minut, a przesiedziałem chyba z godzinę... Ale muszę przyznać fajnie się rozmawiało.- ostatni raz posłał mi uśmiech i wyszedł.
- Czyli zostałam sama...- powiedziałam sama do siebie. Znowu usłyszałam szczęk drzwi.- Zostawiłeś coś?- zapytałam myśląc, że to Niall.
- Jestem Louis, nie Niall.- odparł mi wysoki, ale męski głos.
- A ja Nathalie.- przedstawiłam się i podałam mu rękę, a ten ją uścisnął.
- Przejdźmy więc do rzeczy. Porwaliśmy cię, bo żądamy okupu. Nie bój się, nie będziesz tu źle traktowana, ale jak księżniczka też nie. Masz do dyspozycji łazienkę, kartki, przybory do rysowania, telefon i laptopa z internetem i telewizją.- wyjaśnił.
- O, to sporo mam do dyspozycji... Tamci porywacze to mnie tylko przywiązali do krzesła i zapominali karmić... Nie żebym sama nie umiała jeść, czy coś, ale oni mi tego jedzenia nie przynosili...- przypomniałam sobie ostatnie porwanie.
- U nas nie pocierpisz z głodu. Powiedz mi tylko ile twoi rodzice daliby za okup ciebie słoneczko?- zapytał.
- Po pierwsze nie mów do mnie słoneczko. Po drugie nawet gdybym wiedziała, to i tak bym ci nie powiedziała.- odparłam.
- Dobra. Ja już idę teraz kolej na mojego następcę...- powiedział. On wyszedł, a zamiast niego wszedł inny chłopak.
- Cześć. Liam jestem.- podał mi rękę.
- Nathalie.- uścisnęłam jego dłoń.
- Chyba humor ci sprzyja. Jak się czujesz?- zapytał.
- Jak na porwaną to całkiem nieźle. Siedziałam jako porwana w znacznie gorszych warunkach...- odparłam.
- Czyli byłaś już porwana?- zdziwił się.
- Tak, to jest piąty raz. Nie rozumiem dlaczego padło akurat na mnie.- powiedziałam.
- Bo wszyscy chcą okupu za śliczną wnuczkę królowej.- odpowiedział.
- Tylko błagam nie traktuj mnie jak księżniczkę. Na samo słowo chce mi się rzygać tęczą.- westchnęłam.
- Dobra. Ale myślałem, że jako członkini rodziny królewskiej nie będziesz odzywała się tak... czy ja wiem... obleśnie? Nie, nie  potrafię powiedzieć o co mi chodzi.- wytłumaczył.
- Spoko, rozumiem. Wiesz ja w gruncie rzeczy jestem tylko zwykłą nastolatką. Co prawda mogę robić co mi się podoba i jestem bardzo rozpieszczona, ale jestem tylko człowiekiem, który chce żyć normalnie.- powiedziałam.
- Aha. A powiedz, ile masz lat?- zapytał.
- 18, a ty?- zadałam pytanie.
- 20. Dobra... Czas już na mnie.- powiedział i wyszedł, a zamiast niego wszedł wysoki czarnowłosy mulat.
- Witam.- powiedział chłopak.
- Hej. Nathy.- podałam mu rękę.
- Zayn.- ujął moją dłoń i tak jak Niall pocałował jej wierzch, a ja się znowu zarumieniłam.
- Czyli pośród was jest już dwóch dżentelmenów. Dobrze wiedzieć.- powiedziałam.
- Kto jeszcze?- spytał.
- Niall.- odparłam i się do niego uśmiechnęłam.Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i on się zmienił z innym swoim kolegą.
- Witam śliczną księżniczkę.-  powiedział chłopak o zielonych oczach i super zakręconych loczkach.
- Jakiej firmy używasz lokówki?- zapytałam sarkastycznie.
- Nie używam lokówki.- spojrzał na mnie mniej więcej tak ''-_-''.
- Ok. Nathalie jestem.- podałam mu rękę.
- Harry. W okolicy zwą mnie bogiem seksu.- uśmiechnął się zadziornie, złapał moją rękę i pociągnął tak, że stałam ocierając się o jego klatkę piersiową.
- Dobrze wiedzieć.- mruknęłam i chciałam usiąść na łóżku, ale on z powrotem mnie do siebie przyciągnął tak jak wcześniej.
- Nie chciałabyś spróbować moich możliwości?- zapytał.
- Chyba cię pogięło! Puść mnie zboczeńcu!- krzyknęłam i wyrwałam się mu.
- Wracaj tu, nie mów, że cię nie pociągam.- powiedział i poruszył brwiami, a ja uciekłam za łóżko.
- POMOCY!!!- zaczęłam wrzeszczeć.
- Nie wołaj ich i tak ci nie pomogą.- podszedł do mnie i zaczął zbliżać swoją twarz do mojej.
Po chwili słychać było tylko głośne ''PLASK!!!''. Harry złapał się za policzek, a ja podbiegłam do drzwi. Zaczęłam w nie walić z całej siły i wołać o pomoc. Kątem oka zauważyła, że szatyn do mnie podchodzi. Wtedy drzwi się gwałtownie otworzyły, a ja poleciałam do tyłu. Szybko wstałam i wybiegłam za chłopaków. Mimowolnie złapałam Niall'a za barki i wyjrzałam zza jego pleców.
- Harry co ty jej zrobiłeś?- zapytał blondyn.
- Ja się z nią chciałem tylko zapoznać...- odparł.
- Nie wygląda na to...- powiedział Horan.
- Nigdy już go do mnie nie wpuszczajcie, choćby nie wiem jak błagał, zastraszał czy co tam innego. Pod żadnym pozorem nie chcę mieć z nim nic do czynienia.- mruknęłam stanowczo i weszłam z powrotem do pokoju.
Położyłam się na łóżku plecami do drzwi. Po chwili znowu usłyszałam ich szczęk. Nie chciałam z nikim teraz rozmawiać, bo pierwsze pytanie jakie by padło to ''Co Harry ci zrobił?'' czy coś w tym stylu. Poczułam jak nieproszony gość przysiada się do mnie na łóżku. Nadal nie miałam zamiaru się odwracać. Po jakimś czasie do mojego zmysłu węchu dotarły zmysłowe, męskie perfumy. Uwielbiam ten zapach. To jeden z moich ulubionych męskich perfum Tom Ford Private Blend. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam zobaczyć, kto ma podobny gust do mojego. Odwróciłam się twarzą do Niall'a. Na jego widok się uśmiechnęłam. Z tej całej piątki najbardziej polubiłam właśnie jego. Cieszę się, że to łóżko jest dwuosobowe, bo między nami nadal pozostawała bezpieczna przestrzeń.  Zerknął na mnie i też się uśmiechnął.
- Wiem, że nie chcesz o tym gadać, więc jak będziesz chciała, to jestem do twojej dyspozycji.- powiedział.
- Dobrze wiedzieć.- odparłam.
- Nie przeszkadza ci, że przyszedłem ci dotrzymać towarzystwa?- zapytał.
- Na początku tak, ale jak wiedziałam, że to ty to mi nie przeszkadzasz.- posłałam mu promienny uśmiech.
- To miło.- odpowiedział.
Pogadaliśmy tak kilka dobrych godzin. Dowiedziałam się, że jest farbowanym blondynem, pochodzi z Irlandii, ma brata Greg'a i powinien mieć bliźniaka, ale jego mama poroniła. Naprawdę smutna historia... On poznał trochę mnie i musiał iść. Potem dostałam jeszcze jedzenie i koszulkę blondyna, w której miałam spać, bo powiedziałam, że nie chcę spać w samej bieliźnie. Położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa. W internecie pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy była reklama.

'' Księżniczka Nathalie Windsor została porwana, przez piątkę bandytów. Grozili jej pistoletem i zdjęli jej białe rękawiczki oznaczające dziewictwo. Za odszukanie i przyprowadzenie księżniczki czeka wysoka nagroda. Niestety nikt nie wiemy jak wyglądają porywacze i jak się nazywają. Więcej informacji na ten temat na naszej stronie...''

Boże... Ale czy oni musieli napisać o tych rękawiczkach? Wyłączyłam laptopa i poczułam się sennie. Postanowiłam się już więcej nie zamęczać i pozwoliłam sobie zamknąć oczy. Po chwili odpłynęłam już do krainy Morfeusza...

2014-04-18

Prologue.

Siedziałam właśnie w limuzynie i zmierzałam na bankiet do mojej babci, która jest królową Anglii. Tak zgadza się, jestem z rodziny królewskiej. Zadzwoniłam do kuzyna, aby przekazał wszystkim, że będę spóźniona, bo utknęłam w korku. Otworzyłam mini lodówkę i wyciągnęłam z niej zimną, niegazowaną wodę. Odkręciłam ją i już miałam butelkę przy ustach, gdy poczułam coś zimnego przy skroni. Zakręciłam butelkę i niepewnie spojrzałam w bok. Prawie krzyknęłam, ale osoba trzymająca pistolet przy mojej głowie zakryła mi usta. Był cały ubrany na czarno, zobaczyłam, że za oknem stoi jeszcze kilku takich kolesi.
- Będziesz krzyczeć?- zapytał, a ja pokiwałam głową na nie.- Mogę cię puścić?- ponownie zadał pytanie.
Ja skinęłam głową na tak i niepostrzeżenie wcisnęłam cichy alarm. Facet wyciągnął mnie z samochodu i puścił. Tak jak obiecałam nie krzyczałam. Po chwili mój szofer wysiadł z auta. Przez to co zobaczył natychmiast wsiadł z powrotem. Widziałam, że wcisnął guzik alarmowy, który informuje policje. Bandyci zdjeli moje białe rękawiczki i związali mi nadgastki. Wsadzili mnie do  jakiegoś czarnego vana, sami wsiedli i odjechaliśmy gdzieś w nieznanym mi kierunku. Bałam się co chcą ze mną zrobić. Po moich policzkach mimowolnie zaczęły spływać łzy. Jeden z mężczyzn to zobaczył, a ja natychmiast odwróciłam głowę do okna. Ten sam facet wytarł moje policzki. Przynajmniej on ma maniery...- pomyślałam. Poczułam, że robię się senna, a moje oczy same się zamykają. Ostatnią rzecz którą widziałam był inny facet, który coś mi wstrzyknął i twarz chłopaka, który wcześniej ocierał mi łzy, tak mi się przynajmniej zdaje, potem film się urwał...


------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Prosz bardzo oto prolog. Mam nadzieję, że się spodobał. Komentujcie, to bardzo motywuje do dalszego działania.

                                                                           Z góry dzięki Nathy B. ;**